Middenland w płomieniach

Rzeźnik na wolności
O trucicielach i oswobodzicielach

23 Brauzeit 2512

Astrid i Karelia wróciły do posiadłości z Ulfredem i Freyą. Niedługo potem zawitał długo niewidziany Schileb. Okazało się, że wokoło posiadłości ktoś zostawił jakieś ślady, kiedy Schileb je zbadał, stwierdził, że ktoś zdecydowanie podkradał się w pobliże posiadłości żeby ją podglądać i obserwować. Ktoś kto się dobrze na tym znał – na szczęście nie aż tak dobrze jak Schileb, który mimo wszystko odnalazł ślady.

Po naradzie wszyscy zdecydowali się wyruszyć na północ, by odszukać resztę Grzesznej Trójki – Olafa Rzeźnika i Nikela Stoltzera. Jedynie Thornbjorn został w posiadłości by jej pilnować przed nieproszonymi gośćmi.

Po 5 dniach drogi, późnym wieczorem, drużyna dotarła do małej wioski Altgritz, w pobliży Kurtwallen. Według relacji Ulfreda, to tutaj miał ukrywać się Olaf Rzeźnik. Od razu skierowali swoje kroki do małego parterowego budynku, który wydawał się być miejscową karczmą.

Choć było już zamknięte, karczmarz chętnie wpuścił i nakarmił późnych gości. Zagadany odpowiadał też na pytania. Oczywiście nikt nie mógł pytać wprost o poszukiwanego Olafa Rzeźnika, więc rozpoczęła się zabawa w opisywanie rysopisu. Po kilku zabawnych chwilach okazało się, że ktoś dosyć podobny z opisu do Olafa został dziś kilka godzin wcześniej aresztowany przez strażników dróg, za otrucie żony miejscowego piekarza. Co więcej Olaf po przybyciu i osiedleniu się w wiosce sam został piekarzem, więc wersja była prawdopodobna – otruł konkurencję.

Drużyna czym prędzej chciała zobaczyć otrutą, choć jeszcze żywą żonę piekarza. Karczmarz nie zwlekając zaprowadził ich do chaty piekarza i przedstawił jako osoby które mogą pomóc otrutej. Astrid, Schileb i Karelia wyprosiły wszystkich z izby w której leżała chora. Karelia chciała pomóc magią, jednak okazało się że jej słabe czary lecznicze nic nie wskórają przeciw truciźnie. Na szczęście szeroka wiedza Schileba na temat trucizn przyszła z pomocą – po objawach szybko poznał użytą truciznę i powiedział co można użyć jako remedium. Okazało się, że Astrid, która sporo wcześniej podróżowała, miała akurat zioła o których mówił Schileb. Czym prędzej bohaterowie przygotowali wywar i podali go otrutej kobiecie.

Po kilku chwilach oczekiwania wywar zaczął działać. Niestety, nie tak jak drużyna się spodziewała. Kobieta zaczęła kasłać i wymiotować krwią. Było jasne, że za kilka chwil umrze. Schileb zorientował się, że dobrze rozpoznał truciznę, jednak pomyliła mu się odtrutka. Po kilku chwilach paniki, drużyna szybko zdecydowała że to czas najwyższy opuścić wioskę i czym prędzej udali się w stronę swoich koni i mimo nocy, opuścili wioskę.

Jako że aresztowany – prawdopodobnie Olaf – był transportowany na południe, do Salzenmundu, bohaterowie udali się w tamtym kierunku. Mimo nocy postanowili się nie zatrzymywać i jechać traktem nocą – liczyli na to, że dogonią transport zanim ten dotrze do Salzenmundu. Dużo łatwiej było porozmawiać lub odbić więźnia w transporcie niż gdyby został już osadzony w tamtejszym areszcie.

Po kilku wypadkach spowodowanych nocną jazdą i kilkunastu godzinach drogi, drugiego dnia udało się dogonić transport. Drużyna przez kilka godzin śledziła strażników, by w końcu zatrzymać się w lesie na odpoczynek kiedy i strażnicy rozbili obóz. Bohaterowie zatrzymali się w oddali, żeby nie zwrócić na siebie uwagi.

W środku nocy spokojny odpoczynek został przerwany, wraz ze świstem bełtu, który wbił się w pierś Ulfreda. Wszyscy zerwali się na nogi i wypatrywali w ciemnym lesie napastnika. Stało się jasne, że ktoś kto zostawił ślady wokoło posiadłości, wcześniej śledził drużynę w drodze z Delberz do Middenheim i prawdopodobnie też później w końcu uderzył. Drużyna rozdzieliła się, szukając schronienia przed bełtami. Karelia wpadła w szał i pewna potęgi swojej magii, ruszyła wprost w kierunku z którego nadleciał bełt. Niestety, kolejny bełt który wbił się w jej udo pozbawił ją złudzeń. Czym prędzej schowała się za drzewem. Zaczęła atakować magią zza drzewa, udało jej się rzucić jedną ze swoich klątw która pokrywa ciało ofiary obrzydliwymi krostami i naroślami. W jednej chwili dostrzegła sylwetkę i twarz napastnika. Nie był to nikt inny jak Ulli, którego dziewczyny poznały w Wyjących Wzgórzach. Wystraszony magią, Ulli szybko oddalił się w mrok lasu znikając drużynie z oczu.

Drużyna szybko zebrała się w obozie. Okazało się, że bełty były zatrute. Schileb znał również i tą truciznę, ale że według niego nie była zabójcza, nikt nie chciał ryzykować stosowania remedium polecanego przez Schileba. Efektem trucizny były drgawki i czasowa amnezja – w kręgach w których obracał się Schileb trucizna była zwana “kropelką gwałtu”.

Kiedy Karelia z pierwszymi objawami drgawek i amnezji szybko powiedziała, że to Ulli Eldebrandt był napastnikiem, Schilebowi coś zaświtało w głowie. Przypomniał sobie nazwisko Eldebrandt. Kiedy drużyna uciekała z Delberz do Middenheim, Schileb zawrócił do miasta w swoich tajemniczych sprawach. Usłyszał wtedy, że w podpalonej karczmie zginął karczmarz, który również nosił nazwisko Eldebrandt. Wyglądało na to, że drużyna ma na głowie zdeterminowanego, cierpliwego i kompetentnego człowieka, który za wszelką cenę będzie chciał zemścić się za śmierć ojca.

Dalsza część nocy i podróży traktem kolejnego dnia upłynęła na snuciu planów odbicia Olafa Rzeźnika z rąk strażników. Z nadejściem nocy drużyna znów rozbiła obóz niedaleko obozu strażników dróg. Nadszedł czas na realizację planu.

Schileb, Astrid i Freya podeszli do obozowiska strażników prowadząc związaną Karelię i Ulfreda, udających więźniów. Astrid jako strażniczka dróg nie miała problemu z przekonaniem strażników do wpuszczenia drużyny do obozu i spędzenia razem nocy. Ulfred trafił do furgonu więziennego w którym był już Olaf, zaś Karelia została przywiązana do palika nieopodal ogniska. Astrid uzyskała pozwolenie do dołączenia do nocnych wart, a reszta drużyny starała się nie wychylać i nie komplikować planów.

W środku nocy, kiedy nadeszła kolej na wartę Astrid z innym strażnikiem, drużyna przystąpiła do działania. Astrid podstępem zwabiła strażnika na skraj lasu i strzeliła mu z kuszy prosto w głowę. Następnie Schileb i Astrid podcięli gardła reszcie śpiących strażników i otworzyli furgon wypuszczając Olafa Rzeźnika i Ulfreda.

W tej chwili z lasu wybiegł wielki pies który towarzyszył strażnikom i rzucił się na Schileba, jednak Astrid jednym szybkim i potężnym ciosem przecięła ogara na pół.

Drużyna zebrała się przy ognisku czekając na dalsze wydarzenia. Olaf Rzeźnik mimo odstraszającej postury okazał się człowiekiem niezwykle miłym i przystępnym. Opowiedział historię otrucia z Altgritz: oczywiście on został – jako ten nowy w wiosce – oskarżony jako pierwszy, choć był niewinny. Podejrzewał zazdrosną kochankę piekarza.

Reszta nocy minęła spokojnie.

View
Pocałunek Morra
O pierwszym spotkaniu Hany z Rycerzami Panter

7 Nachgeheim, 2512

Do zajazdu w którym ucztował Thornbjörn dotarły tylko Hana i Karelia – Schileb umówił się na spotkanie już w posiadłości Arnesta w Srebrnych Wzgórzach – miał jeszcze kilka pilnych rzeczy do załatwienia w Middenheim.

W barze zajazdu nie było śladu Thornbjörna – zapewne leżał pijany w swoim pokoju, gdzie też udały się dziewczyny. Jednak przy próbie otworzenia drzwi do izby którą wynajął Thornbjörn okazało się że drzwi są czymś zablokowane. Hana z całej siły pchnęła drzwi. Te uchyliły się na kilkanaście centymetrów ukazując zatrważający obraz. Na łóżku leżał nieprzytomny i skuty kajdanami Thornbjörn. Na podłodze leżały zwłoki dwóch mężczyzn z poderżniętymi gardłami i świeżo wypływającą z ran krwią, jedne z nich leżały tuż pod drzwiami blokując je. Na środku izby stał zaskoczony nagłym pojawieniem się dziewczyn mężczyzna w kapturze i chuście na twarzy. Na widok otwierających się drzwi natychmiast rzucił się do otwartego okna przez które wyskoczył. Po kilku chwilach, kiedy Hana przecisnęła się przez szparę w drzwiach, mężczyzna dosiadał już konia na dziedzińcu i po chwili wyjechał galopem przez bramę.

Kiedy po kilku chwilach obudzony przez dziewczyny Thornbjörn dochodził do siebie na potężnym kacu, Hana otworzyła jego kajdany kluczem który znalazła przy zwłokach. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, po czym męski głos zapytał cicho czy robota już skończona. Spodziewając się kłopotów, drużyna uprzedziła je – Hana otworzyła szeroko drzwi a Thornbjörn wyskoczył z impetem na intruza rzucając nim o przeciwległą ścianę korytarza. Nieprzytomnego gościa wciągnęli do pokoju. Był to woźnica, który dzień wcześniej podsłuchany przez Schileba sugerował innym woźnicom że Hana, Karelia i Schileb to ludzie poszukiwani listem gończym. Niecierpliwy Thornbjörn szybko pozbawił gościa życia, po czym upozorował walkę rozegraną pomiędzy wszystkimi trzema trupami.

Zacierając ślady i uciekając przez okno przed ewentualnym pościgiem bohaterowie odnaleźli swoje konie i ruszyli na północ Traktem Erengradzkim, w kierunku Srebrnych Wzgórz.

Siedmiodniowa podróż, przez Beeckerhoven, Salzenmund i Oldenlitz doprowadziła ich w serce Srebrnych Wzgórz. Po kilku godzinach poszukiwań w końcu odnaleźli starą i zaniedbaną posiadłość Arnesta Kelhammera.

Minęły dwa długie miesiące zanim Hana przy pomocy Thornbjörna, Karelii i najętych w Oldenlitz robotników doprowadziła dworek do stanu używalności. Czas spędzony w dworku podczas remontu to jedne z najprzyjemniejszych chwil w życiu Thornbjörna, Karelii i Hany. Wzajemnie uczyli się nowych umiejętności, Thornbjörn uczył Hanę władania mieczem, ta zaś w rewanżu przy pomocy Karelii, posadziła Thornbjörna przed księgami, by uczyć go trudnej sztuki czytania i pisania, przy okazji wprowadzając w arkana wiedzy klasycznej. Thornbjörn poza nauką, spędzał dużo czasu pomagając robotnikom w pracach remontowych, zdążył się z nimi zaprzyjaźnić i dobrze ich poznać. Od czasu do czasu wszyscy odwiedzali Salzenmund, oddalony o dzień drogi, poznając najbliższe duże miasto przy okazji zakupu materiałów budowlanych. Hana i Karelia bardzo chętnie też uprzyjemniały sobie wizyty długimi zakupami, strojąc się jak prawdziwe damy w drogie ubrania, perfumy i kosmetyki. Kiedy roboty budowlane dobiegły końca, Hana zatrudniła sprzątaczkę i ogrodnika, aby pomagali w utrzymaniu dworku.

Niepostrzeżenie nadchodziła zima. Sielankę przerwała wizyta posłańca z listem od Hieronymusa Schustera. Prosił o pilne spotkanie w jednej z karczm w Salzenmundzie.



Thornbjörn, Hana i Karelia niechętnie udali się do wystawnej karczmy na spotkanie. Po krótkim oczekiwaniu w sporej obstawie zjawił się Hieronymous. Pewny siebie, rozpoczął rozmowę. Szybko okazało się, że ma dla bohaterów propozycję pracy – oczywiście nie do odrzucenia. Praca miała by polegać na odnalezieniu i pozbyciu się trzech ludzi, którzy zaleźli za skórę tak Schusterowi jak i przedstawicielom władz a nawet samym Rycerzom Panter z Middenheim. W zamian za wykonanie zlecenia Hieronymous oferował oprócz złota inne korzyści, np. unieważnienie listu gończego, oficjalne podziękowania od władz, wdzięczność Zakonu Rycerzy Panter a nawet samego Grafa Borisa Todbringera, obecnego władcy Middenheim i Middenlandu.

Jak Hieronymous wyjaśniał dalej, poszukiwani to tzw. Trójka Grzesznych: przywódca Czarny Ulfred, Olaf Rzeźnik i Nikel Stolzer. To byli Rycerze Panter, którzy pięć lat temu zbuntowali się, zabili część swoich zakonnych braci, po czym zbiegli. Od tego czasu żyją w ukryciu jako banici, trudniąc się rozbójnictwem. Cechują się szczególną okrutnością i są niezwykle aktywni. Wiele już wiosek złupili i spalili, napadali na podróżnych na traktach – tak cywili jak i Strażników Dróg a nawet rycerzy. Są przy tym tak sprytni, że oficjalne poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów.

Bohaterowie po wysłuchaniu litanii przewinień zbrodniarzy i tak samo długiej listy zaszczytów jakich dostąpią po wykonaniu zadania przystali na propozycję Schustera. Od razu też przyjęli zaliczkę, bo widać było, że dla Hieronymousa pieniądze to nie problem. Spotkanie dobiegło końca.

Korzystając z tego że drużyna akurat była w Salzenmundzie, od razu udała się na poszukiwanie konkretnych informacji o Grzesznej Trójce, bo te uzyskane dotychczas podczas rozmowy były niezwykle skąpe. Nie trzeba było długo pytać – niemal każdy słyszał o zbrodniarzach. Bohaterowie zostali zalani dziesiątkami opowieści a nawet relacji naocznych świadków okrucieństw jakich dopuszczali się banici. Czarny Ulfred jak się okazało był nawet całkiem niedawno widziany w okolicach Salzenmundu – trudno było go przegapić, gdyż przydomek “Czarny” brał się ponoć od jego czarnej zbroi. Ze wszystkich historii wyłoniła się ciekawa zbieżność – Grzeszna Trójka rzadko atakowała celowo zwykłych chłopów, zazwyczaj chłopi byli tylko przypadkowymi, pobocznymi ofiarami ataków na szlachciców i urzędników prowincji.

Pytania zadawane przez Karelię zaprowadziły bohaterów do małej karczmy w wiosce tuż pod Salzenmundem. Karczma stała na uboczu, zapuszczona, niemal nieodwiedzana przez klientów. Za barem stał staruszek, który przedstawiał się jako Otto. Piwo smakowało wyśmienicie, jednak jadło w karczmie było nadzwyczaj podłe.



Kiedy drużyna została w karczmie sama bez innych klientów, stało się coś niespodziewanego. Tylne drzwi wiodące do stajni powoli otworzyły się a w nich stanął rycerz odziany w czarną zbroję. Ręce bohaterów bezwiednie powędrowały ku broni. Chwila wydawała się trwać wieczność. Rycerz jednak nie odezwał się ani słowem. Wykonał chwiejny krok do przodu, po czym zwalił się nieprzytomnie z nóg wprost na ziemię. Bohaterowie skoczyli ku niemu. Tuż za tylnymi drzwiami karczmy zauważyli zakrwawione zwłoki rzezimieszka. Thornbjörn który podbiegł do leżącego rycerza zauważył, że ten jest ranny, spod jego napierśnika wypływa krew. Jednak prawdziwa konsternacja nastała kiedy Thornbjörn ściągnął rycerzowi hełm. Oczom bohaterów ukazała się delikatna dziewczęca twarz z wielkimi niebieskimi oczami, otoczona potarganymi blond włosami. Dziewczyna była ledwo przytomna.



Kiedy bohaterowie próbowali ją ocucić, do drzwi karczmy ktoś mocno zapukał. Okazało się, że karczmarz zamknął drzwi. Jednak pukający nie był klientem, Karelia która dobiegła do drzwi usłyszała stanowczy rozkaz aby otworzyć drzwi – w imieniu Rycerzy Panter. Nie myśląc długo, bohaterowie ukryli nieprzytomną dziewczynę na zapleczu karczmy, Karelia zaś otworzyła drzwi. Dwóch Rycerzy Panter szukało Czarnego Olafa, którego ponoć ktoś niedawno widział w okolicy. Karelia na szczęście szybko zbyła rycerzy, nie wpuszczając ich do środka.



Wszyscy skupili się na tajemniczej dziewczynie. Karelia uleczyła ją jedną ze swoich magicznych sztuczek, dzięki czemu ranna odzyskała przytomność. Opowieść którą od niej usłyszeli była niezwykła.

Nieznajoma przedstawiła się jako Freya Gausser, córka Księcia – Elektora Nordlandu Theodrica Gaussera, który pewien czas temu zaniemógł i leżał chory w łożu, niemal nieprzytomny. Czarną zbroję przyodziała celowo, by udawać Czarnego Ulfreda, gdyż szukała kontaktu z Grzeszną Trójką. Freya nie wierzyła w zbrodnie przez nich popełnione. Wręcz przeciwnie, szukała pomocy Trójki w obronie przed skorumpowanym Zakonem Rycerzy Panter. Według niej, Zakon podszywając się pod Grzeszną Trójkę, spiskował aby obalić jej ojca i całą prowincję Nordlandu oddać tymczasowo we władanie Grafowi Borisowi Todbringerowi, który następnym Księciem-Elektorem Nordlandu chciałby zapewne uczynić swojego syna. Jej ojciec, Theodoric nie miał syna, więc w razie jego śmierci istnieje prawdopodobieństwo, że Freya została by zmuszona do małżeństwa z synem Grafa Borisa Todbringera by wzmocnić jego szansę na wybór na Księcia-Elektora.

Freya sprawiała wrażenie zrozpaczonej i bardzo zmęczonej, jednak jej maniery były nienaganne, wywarła pozytywne wrażenie na wszystkich członkach drużyny. Thornbjörn w trakcie rozmowy zaczął przymierzać czarną pełną zbroję płytową, w której przybyła Freya.
Spokojną rozmowę na zapleczu karczmy nagle przerwało ponowne walenie do wciąż zamkniętych drzwi karczmy. Tym razem bohaterowie nie kwapili się do otwierania drzwi. Po chwili cierpliwość pukających rycerzy skończyła się i postanowili wyrąbać sobie drogę do środka przez drzwi przy pomocy halabardy. Po kilkunastu rąbnięciach ciężką halabardą ze starych drzwi nie zostało już wiele – wtedy właśnie Thornbjörn wykorzystał okazję – zaczekał na moment aż rąbiąca halabarda wpadnie w dziurę w drzwiach i ciął swoim nowym toporem w drzewiec halabardy, odrąbując jej metalową głownię.

Chwilę później drzwi nie stanowiły już żadnej przeszkody dla dwóch Rycerzy Panter którzy szturmem wbiegli do karczmy. Na przeciw staną im Thornbjörn przyodziany we wcześniej założoną czarną pełną zbroję płytową. Mimo, że jeden z rycerzy pozbawiony halabardy walczył mieczem, walka wyglądała nadzwyczaj groźnie. Thornbjörn i rycerze wymieniali potężne ciosy, wydające ogłuszający szczęk i krzeszące iskry ilekroć stal trafiła na stal. Gdyby nie zbroja płytowa Thornbjörna, ten nie miał by szans w starciu, bo choć dorównywał krzepą rycerzom, ci mieli przewagę liczebną a na dodatek wciąż jeden z nich używał potężnej halabardy. Zbroja Thornbjörna zatrzymała wiele ciosów, które nieodzianego w stal człowieka rozpłatały by na pół. Niestety walka się przeciągała, a Thornbjörn z chwili na chwilę słabł pod naporem dwóch przeciwników. Na pomoc ruszyła mu nieustraszona Hana. Wskoczyła na szynk i ciosami z góry zaatakowała jednego z rycerzy, po czym szybko od niego odskoczyła. Niestety to nie wystarczyło – rycerz długą halabardą wykonał szerokie, poziome cięcie dosięgając Hany. Ostrze głowni halabardy dosięgnęło ciała Hany wbijając się głęboko w miednicę, rozcinając arterie i gruchocząc kości. Siła ciosu rzuciła Haną o półki za barem niczym szmacianą lalką. Hana padła martwa za szynkiem.

Krótki krzyk przerażenia Karelii wyrwał z odrętwienia Otta, karczmarza, który błyskawicznie sięgnął po miecz i ruszył na pomoc Thornbjörnowi, zaatakował rycerzy od tyłu. Styl walki Otta był niezwykle sprawny, jak na staruszka w jego wieku. Wspólnie, resztką sił poradzili sobie z opancerzonymi agresorami.

Nadeszła chwila zadumy i żałoby po martwej Hanie. Po kilku chwilach na usta zaczęły cisnąć się pytania o Otta. Ten z zawadiackim uśmiechem na twarzy w końcu przedstawił się swoim prawdziwym mianem – Czarny Ulfred. Zapadła chwila ciszy.

Mimo masy pytań w głowach wszyscy wraz z Freyą i Ulfredem zdecydowali się jak najszybciej opuścić karczmę, wioskę i udać się ze zwłokami Hany do posiadłości.

W pospiesznej drodze powrotnej padło kilka pytań. Ulfred wyjaśnił, że Freya nie myliła się w swoich przypuszczeniach odnośnie Grzesznej Trójki. Zbuntowali się przeciwko korupcji i zepsuciu wewnątrz zakonu, ale niestety – skończyło się na przemocy. Buntownicy zostali banitami, a zakon sam budował ich złą sławę podszywając się pod nich i wykorzystując to jako sposób na załatwianie brudnej roboty, niemal zawsze politycznej. Ulfred nie miał od dawna kontaktu z resztą towarzyszy, a karczmę prowadził wyłącznie dla uwiarygodnienia swojej fałszywej tożsamości – stąd podła jakość jedzenia, nigdy nie potrafił gotować, a zatrudnienie kucharza mogło by być zbyt ryzykowne. Na szczęście wiedział skąd sprowadzić wyśmienite piwo.

Po krótkim czasie podróży z naprzeciwka traktu nadjechała samotna strażniczka dróg. O dziwo, okazała się znajomą twarzą dla Thornbjörna – kilka lat wcześniej Astrid, bo tak miała na imię, wypuściła go z aresztu, kiedy jeszcze był ulicznym łobuziakiem na ulicach Middenheim. Mimo to spotkanie było pełne napięcia i nieufności – przynajmniej do momentu kiedy podczas rozmowy nie padło nazwisko Hieronymousa Schustera. Okazało się, że Astrid szuka go z powodu pewnych nierozwiązanych rodzinnych spraw. Usłyszawszy, że Thornbjörn i Karelia mogą mieć z nim do czynienia w najbliższej przyszłości, Astrid postanowiła udać się z nimi. W ten sposób Thornbjörn, Karelia i Astrid, wraz z Freyą i Ulfredem, oraz zwłokami Hany udali się do “Srebrnego Dworku” – jak bohaterowie ochrzcili posiadłość którą Hana dostała w spadku po Arneście Kelhammerze.

View
Spadki i wpadki

5 Nachgeheim, 2512

W zajeździe, Thornbjörn pierwsze swoje kroki skierował do szynku, po czym rozpoczął piękną od dawna wyczekiwaną libację – aby północnym obyczajem uczcić zwycięskie walki z ostatnich dni. Dziewczyny zaś kręciły się po zajeździe, przy stajniach, rozglądając po okolicy i naradzając co dalej uczynić. Zmartwione i naradzające się przed zajazdem przy trakcie zastał je Schileb, który dogonił resztę drużyny, jadąc jej śladem z Delberz, do którego wrócił się by załatwić zaległą pilną sprawę.


Po szybkim zdaniu relacji z ostatnich wydarzeń, Karelia, Hana i Schileb zaczęli zastanawiać się co dalej uczynić. Dziewczyny dodatkowo wspomniały o tym, że całą drogę wydawało im się że były przez kogoś śledzone – i nie był to Schileb. Sytuacja wyglądała niewesoło – drużyna była ścigana listem gończym, Hana musiała dostać się do Middenheim, a wszystkie wejścia do miasta były strzeżone.

Majestatyczne miasto, stolica prowincji majaczyło w oddali na płaskim szczycie góry. Wjazd do miasta wiódł po kilometrowej kamiennej rampie, zatłoczonej przez lokalnych chłopów, handlarzy, przyjezdnych i innych obywateli. Wjazdu na rampę strzegł mały posterunek strażniczy, zaś na jej końcu ogromnej obronnej bramy strzegło kilkunastu strażników.




Po pierwsze drużyna postanowiła zmienić swój wygląd – Schileb ogolił się na łyso, Hana przebrała w łachmany, a Karelia przy pomocy zebranych ziół i owoców ufarbowała włosy. Następnie, nie chcąc kręcić się wśród ludzi, wszyscy oprócz Thornbjörna który dalej w barze świętował swoje zwycięstwa, udali się do lasu. Tam postanowili rozpalić małe ognisko i zjeść coś podczas dalszych narad nad planami. Karelia znów pokazała swoje magiczne zdolności wysysając siły życiowe z wiewiórki, przy okazji lekko ją opiekając – niestety nikt nie miał potem ochoty jej jeść.

Spokojne rozmowy i posiłek przerwało gwizdnięcie z głębi lasu. Ok 50 metrów dalej, wśród chaszczy stał mężczyzna, wskazując na list przywieszony na drzewie. Kiedy tylko został dostrzeżony, oddalił się. List na drzewie był adresowany do drużyny, jego treść spowodowała konsternację.

“To moje miasto. Zadałyście się z niewłaściwym człowiekiem – od teraz WSZYSCY pracujecie dla mnie, czy tego chcecie czy nie.”
- H.S.


Schileb szybko przyznał że H.S. to najprawdopodobniej Hieronymus Schuster, gruba ryba półświatka przestępczego w Middenlandzie (w przenośni i dosłownie), który gdy czegoś chce, sięga po to i nie zważa na konsekwencje. Jest człowiekiem, któremu mało kto może wejść w drogę i pozostać żywym.

Kilka chwil później, tajemniczy mężczyzna z lasu znów się pojawił i tonem nieznoszącym sprzeciwu zaprosił drużynę na rozmowę do zajazdu.

Do spotkania doszło rychle. Mężczyzna czekał przy barze. W trakcie rozmowy nie wdawał się w szczegóły, przedstawił drużynie propozycję nie do odrzucenia, grożąc nieokreślonymi złymi konsekwencjami, a niestety jego rozległa wiedza o bohaterach, spadku i Katerinie, pozwalała przypuszczać że nie są to czcze słowa. Drużyna miała przemycić do miasta dwie beczki, nie zaglądając do ich wnętrza. Za wykonanie zadania była nawet przewidziana zapłata. Bohaterowie przekonani, że nie mają innego wyjścia, zgodzili się. Niedługo potem zleceniodawca dostarczył dwie niewielkie beczułki, podał adres dostawy i zniknął.




Czym prędzej bohaterowie zaczęli szykować plan. Otwarty wjazd przez jedną z głównych bram wydał im się najlepszym pomysłem. Żeby uniknąć drobiazgowej kontroli postanowili wynająć miejsce w jednym z wielu dyliżansów wjeżdżających do miasta, które na noc zatrzymały się w tym samym zajeździe co bohaterowie.

Schileb przyjął na siebie zadanie zorganizowania miejsc w dyliżansie. W tym celu podszedł do stolika w barze zajazdu zajmowanego przez woźniców i wyciągając pieniądze wprost zapytał czy ktoś nie zabrał by dodatkowych pasażerów. Mimo podejrzeń ze strony woźniców Schilebowi udało się załatwić miejsca. Na wszelki wypadek obserwował i podsłuchiwał jeszcze ich stolik przez resztę wieczoru. Jeden z woźniców faktycznie coś podejrzewał i chyba nawet kojarzył twarze z listem gończym, nie był jednak na tyle pewien żeby przekonać resztę.

Rano Karelia, Hana i Schileb ruszyli w drogę dyliżansem, wcześniej spakowawszy dwie beczułki do kufra na bagaże w dyliżansie. W nerwowym oczekiwaniu minęli pierwszy posterunek strażniczy u podnóża rampy i ruszyli powoli dalej. Otuchy nie dodał im list gończy wisząc tuż za plecami strażników pilnujących wjazdu. Na szczęście duży ruch zniechęcał strażników to sprawdzania każdego wjeżdżającego wozu. Niestety, przy głównej bramie nie mieli już tyle szczęścia.

Przy potężnej bramie zbudowanej między dwoma wieżami stało kilkunastu strażników, którzy pobierali opłaty wjazdowe i wyrywkowo sprawdzali wjeżdżające i wyjeżdżające wozy i pieszych. Dyliżans zatrzymał się w bramie do kontroli. Strażnicy po pobraniu opłat zaczęli wypytywać wszystkich o pochodzenie i cel podróży. W trakcie rozmowy z bohaterami zaczynali nabierać coraz więcej podejrzeń i porównywać ich myślach z ludźmi poszukiwanymi listem gończym. Choć Schileb nie wyglądał na włóczęgę, jak został opisany w liście gończym, został wzięty na spytki pierwszy. Jednak strażnik upewniwszy się że Schileb nie mówi z północnym akcentem (jak jeden z poszukiwanych) – odpuścił. Następnie zapytał dziewczyny o pochodzenie i cel podróży. Wymyśliwszy niewinny cel podróży, niemal uspokoiły strażników, gdyby nie to, że Hanie wyrwało się, że pochodzi z Bergsburga – zupełnie jak kobieta poszukiwana listem gończy.

Przez jedno nieopatrzne słowo, sytuacja natychmiast stała się napięta. Strażnicy zaczęli przeszukiwać bagaże i bardzo uważnie przyglądać się podróżnym. Przeczuwając nadchodzące nieszczęście Schileb wymknął się z dyliżansu, zaś Karelia zaczęła kombinować jak przy użyciu magii spowodować trochę zamieszania. Zaczęła czarować, za trzecią próbą udało jej się spłoszyć konia przy wozie który stał w kolejce do bramy następny za dyliżansem. Gdy koń pociągnął wóz pełen worków z mąką, Karelia czarem rozdmuchała mąkę i ją podpaliła powodując małą eksplozję i wzbudzając ogólną panikę. Strażnicy natychmiast kazali wysiąść wszystkim z dyliżansu i podejrzewając jakiś podstęp zaczęli przepytywać Hanę i Karelię. Schileb zakradł się do miejsc woźniców, wskoczył na nie, po czym dźgnął konia zaprzężonego do dyliżansu sztyletem. Zraniony koń zaczął się szarpać i po chwili wszystkie cztery konie zaprzężone do dyliżansu, z Schilebem na pokładzie pogalopowały do miasta.

W ogólnej panice, strażnicy skupili się na przesłuchiwaniu Hany i Karelii, zostawiając pogoń za dyliżansem patrolom konnym, które nieprzygotowane na pościg dopiero zaczęły się zbierać do gonitwy. Schileb wykorzystał zaskoczenie strażników i popędził dyliżans główną ulicą Middenheim. Po kilkuset metrach gnania szeroką ulicą przez rozstępujący się tłum, Schileb przeskoczył na tył dyliżansu, zabrał pod pachy dwie beczki i zeskoczył prosto na bruk w pełnym galopie. Upadł dosyć niefortunnie, uderzając potylicą o twardy kamień, przed oczami zrobiło mu się ciemno, nieomal stracił przytomność. Jednak uparcie wstał na nogi i pobiegł w najbliższą boczną uliczkę przebijając się przez zdziwioną ciżbę.




W tym czasie Hana i Karelia były coraz bliżej aresztowania i trafienia na stos – jako poszukiwani zbrodniarze z listu gończego. Ich mętne tłumaczenia zupełnie nie przekonywały kapitana straży, który wyszedł z baszty aby ogarnąć chaos jaki zapanował w bramie. Widząc jak niewiele brakuje to najgorszego, dziewczyny po kilku chwilach rozmowy zaczęły wyczuwać kapitana i w końcu używać przekonujących go argumentów – że nie znały złoczyńcy który uciekł dyliżansem, że są przerażone nagłym wybuchem mąki i tym, że ktoś taki biega teraz wolno w mieście. W końcu przekonały go, że głównym sprawcą zamieszania i zapewne człowiekiem którego powinien szukać, a może nawet złoczyńcą z listu gończego jest łysy nieznajomy, który zbiegł kradnąc dyliżans. Kapitan pozwolił im odejść, przydzielając jednak strażnika aby pilnował je, w razie gdyby zaszła konieczność dalszych przesłuchań.

Schileb dostarczył dwie beczułki do kamienicy w Altquartier – jednej z podejrzanych dzielnic Middenheim. Rzeczywiście otrzymał za dostawę skromne wynagrodzenie. Zastanawiając się co zrobić dalej, wydedukował, że jedynym miejscem w którym może spotkać się z zagubionymi dziewczynami jest właśnie okolica tejże kamienicy, ponieważ to jedyne miejsce którego adres znają dziewczyny i on.

Hana i Karelia w tym czasie udały się do posiadłości Katheriny Jaeger. Ta przywitała ich ciepło i czym prędzej wszyscy udali się do krasnoludzkiego banku by zrealizować ostatnią wolę Arnesta Kelhammera.

Hana otrzymała część spadku oraz klucze i akt własności do posiadłości w Srebrnych Wzgórzach. O czym wcześniej nie wiedziała, spadek będzie wypłacany w transzach o wysokości 50 złotych koron na rok, pod warunkiem, że odpowiednio zajmie się posiadłością w górach. Przedstawiciel banku będzie cyklicznie wizytował posiadłość i transze będą wypłacane jedynie pod warunkiem dobrej opieki nad posiadłością. Krasnoludzcy bankowcy zasugerowali Hanie, żeby najęła kogoś do pomocy do remontu i utrzymania posiadłości.

Po odebraniu spadku Karelia i Hana pożegnały się z Katheriną i udały na zwiedzanie miasta. Najpierw zakwaterowały się w karczmie, gdzie zostawiły pilnującego ich strażnika, potem zwiedzały najciekawsze atrakcje Middenheim. Karelia zaszła nawet do imponującej, największej w Imperium świątyni Ulryka, gdzie poprosiła kapłana o błogosławieństwo dla swojego syna Eckzahna. Po zakupach w końcu zaczęły zastanawiać się gdzie może być Schileb. Kiedy udały się pod adres gdzie miały zostać dostarczone beczki rzeczywiście zastały tam Schileba.

Nie tracąc więcej czasu, wszyscy osobno, różnymi bramami opuścili Middenheim i udali się do zajazdu w którym zostawili pijanego Thornbjörna.

View
Płonący stos
O ucieczce spod "Starej Wierzby"

33 Vorgheim 2512

Po walce nastała chwila ciszy. Karelia i Thornbjörn popatrzyli po sobie, dookoła nich leżały stosy ciał, czarna jak smoła gęsta krew zombie lśniła w zielonkawym świetle Morrslieba. Hana leżała nieprzytomna w gęstym krzaku obok jabłoni na której się wcześniej kryła. Żyła, ale ekstremalne wyczerpanie organizmu powaliło ją na ziemię. Za plecami bohaterów stała ciężko dysząca Katherina z kuszą w ręku. Wiele zombie miało wbite bełty posłane z kuszy Katheriny – widać to nie pierwszy raz kiedy jej używała.

Spokój nie trwał długo, po kilku uderzeniach serca z głównej izby zajazdu wybiegł głośno wrzeszczący Valdred – na wyciągnięcie ręki za nim biegły dwa zombie, w których bez problemu dało się rozpoznać niedawnych towarzyszy drużyny, Otta i Hegnara.


Tym razem walka była krótka – Karelia sprawiła magią że pobliska roślinność oplątała silnie jednego z zombie, a Thornbjörn w takiej sytuacji nie miał najmniejszych problemów, że pozbyć się dwóch ożywieńców.

Po starciu Karelia i Thornbjörn ostrożnie wnieśli do środka nieprzytomną Hanę i delikatną Biankę, która nadal nie odzyskała przytomności po walce. Hana wydawała się być w poważniejszym stanie niż wydawało się na początku. Oddychała, lecz nie było widać oznak nadchodzącego przebudzenia. Za to Bianka po kilku chwilach otworzyła oczy. Ledwo przytomną, Thornbjörn zaczął wypytywać o podejrzane wydarzenia trwającej nocy. Szukał winnych budzących grozę wydarzeń. Sam nieufny został z trójką ludzi którym nie do końca ufał, a był przekonany że wydarzenia z ożywieńcami były sprawką kogoś z gości zajazdu. Jego podejrzliwość była spotęgowana faktem że z zewnątrz budynku, z dziedzińca nadal dochodziły wycia i jęki ducha który go zaatakował, a wcześniejsze spotkanie z duchem oko w oko, pozostawiło ślad w psychice Thornbjörn – nawet na krok nie odstępował Karelii, chwilami trzymając ją za rękę, zupełnie jakby bał się zostać sam na uboczu.

Długie rozmowy i rozważania Karelii i Thornbjörna z Katheriną, Bianką i Valdredem zaowocowały podejrzeniami wobec Valdreda. To on jako pierwszy był w zajeździe przed resztą podróżnych. Krąg narysowany w budynku kuchni i świeże świece można było połączyć z jego samotnym pobytem. Thornbjörn i Karelia zaczęli naciskać na staruszka, bawiąc się w dobrego i złego łowcę czarownic. Thornbjörn chcąc wywrzeć w swoim mniemaniu odpowiednie wrażenie na Valdredzie, obciął głowę koniowi na którym przyjechał do zajazdu staruszek i rzucił głowę ogiera pod jego nogi.




Groźby Thornbjörna i podstępne przymilanie się Karelii przyniosły skutek. Valdred pękł i zrezygnowany zaczął opowiadać co stało się wcześniej i jakie były jego zamiary. Staruszek opowiedział o tym jak 5 lat temu w zajeździe została zamordowana jego ukochana. Niestety poza miejscem dokonania zbrodni nie wiedział nic więcej – nie pozostał żaden żywy świadek zdarzeń. Zrozpaczony, ale pragnący zemsty Valdred, jako skryba mający dostęp do wielu ksiąg na Uniwersytecie Altdorfskim, także tych zakazanych, wpadł na niebezpieczny pomysł. Zwrócił się w stronę nekromancji, w nadziei że będzie w stanie przywołać ducha swojej ukochanej i od niej dowiedzieć się na kim powinien zemścić się za jej śmierć. Znajomość nekromancji tylko ułatwiła by okrutną zemstę. Bez problemu zyskał dostęp do zakazanych ksiąg i zaczął samodzielne studiować mroczną sztukę nekromancji. Dziś w Geheimnisnacht, kiedy granica między światem żywych a umarłych była niezwykle cienka, miał odprawić rytuał, przyzwać ducha ukochanej i dowiedzieć się prawdy. Niestety przybycie dyliżansu z podróżnymi przerwało trwający rytuał, a niedokończenie go spowodowało uwolnienie oszalałej duszy jego ukochanej na świat materialny.

Podejrzliwy i przezorny Thornbjörn rozebrał Valdreda i przywiązał go do krzesła, ponieważ panicznie obawiał się mrocznej sztuki nekromancji. Karelia czując pod skórą, że staruszek nie powiedział jeszcze całej prawdy wpadła w gniew i wściekle krzyknęła do niego pytając co jeszcze ukrywa. Jej nie w pełni kontrolowany talent magiczny dał o sobie gwałtownie znać. Mimo, że byli w pomieszczeniu jej włosy uniosły się jakby smagnięte wiatrem o sile huraganu, a wszystkie reszki zastawy na półkach i szynku wzleciały w powietrze i z impetem i hukiem trzasnęły o podłogę. Zapadła cisza, wszystkim odebrało mowę. Spanikowany Valdred nerwowym szeptem wyznał, że do rytuału potrzebna była ofiara z człowieka. Szybko wyjaśnił, że dzięki łapówkom “wypożyczył” więźnia z aresztu w Altdorfie, skazanego za gwałty i odurzonego przywiózł ze sobą do zajazdu i zabił w lesie tuż poza zabudowaniami.

Karelia i Thornbjörn niezupełnie pewni co czynić dalej, zaczęli dyskutować na lżejsze tematy i szybko doszli do konsensusu, że nadmiar stresu sprawił, że są niezwykle głodni. Zdecydowali przejrzeć kuchnię i bagaże martwych współtowarzyszy w poszukiwaniu zapasów jedzenia. Thornbjörn miał iść po wodę do studni. Jednak zanim myśli przeszły w słowa nagle nadeszło olśnienie. Studnia! Karelia jakiś czas wcześniej widziała przez chwilę delikatne zawirowania wiatrów magii na dziedzińcu. Teraz wydało się oczywiste, że zawirowania były powodowane przez coś co mogło być w studni. Thornbjörn i Karelia czym prędzej udali się na dziedziniec. Jedno po drugim, ostrożnie zsunęli się po łańcuchu dziesięć metrów w dół studni.

W ciemności rozświetlonej bladym magicznym płomykiem czaru Karelii zaczęli szukać czegoś co przykuło by ich uwagę. Najpierw w oczy rzuciła im się wąska dziura w kamiennej obudowie studni, niecały metr nad poziomem wody. Dziura była wąska, można by się tam wcisnąć jedynie czołgając się z ramionami wzdłuż tułowia. Za kamienną obudową tunel był wydrążony jedynie w ziemi, z góry tunelu zwisały krótkie reszki korzeni, czuć było zapach wilgotnej ziemi. Pod lustrem wody omiatając dno nogami bohaterowie również trafili na coś, co zazwyczaj nie trafia się w studniach. Karelia trąciła coś twardego lecz lekkiego, kiedy sięgnęła dłonią, okazało się, że na dnie leży szkielet. Thornbjörn zaś trafił na coś miękkiego i dosyć ciężkiego. Szybko okazało się, że to dość świeże zwłoki, które ledwo zaczęły nadymać się od grobowej opuchlizny. Karelia po bliższym przyjrzeniu się kościom, zauważyła piękny damski pierścionek na jednym z palców ręki szkieletu. Nie chcąc dłużej przebywać w tak odrażającym miejscu, Thornbjörn i Karelia wyszli na górę i wyciągnęli zwłoki i szkielet zebrany do wiadra przez Karelię.

Po rozmowie z Valdredem okazało się, że pierścionek rzeczywiście należał do jego ukochanej, jednak pochodzenie świeżych zwłok nadal było zagadką. Zupełnie nie pasowały do opisu zbira złożonego w ofierze przez Valdreda.

Drużyna postanowiła pochować zgodnie z obrządkiem Morra wszystkie zwłoki, ponieważ zbezczeszczone zwłoki kobiety mogły trzymać ją w świecie materialnym, zupełnie niezależnie od nieudanego rytuału przyzwania Valdreda.

Thornbjörn jednak dał wyraz swojej niechęci do wszystkich którzy parają się magią – szczególnie tą mroczną i obrzydliwą jak nekromancja – i zabił Valdreda. Staruszek tuż przed śmiercią, wiedząc co go czeka i to że duch jego ukochanej w końcu zazna spokoju nie protestował. Wyszeptał Thornbjörnowi krótkie i szczere słowa podziękowania.

Ciało Valdreda, zwłoki ze studni i szkielet kobiety spłonęły na stosie przy dźwięku modlitwy do Morra o przyjęcie dusz zmarłych do siebie. Reszta nocy upłynęła spokojnie.

Rano drużyna wraz z Katheriną ruszyła czym prędzej w stronę Middenheim. Niestety tempo podróży nie było zbyt szybkie z powodu zbyt małej ilości koni, które musiały wieźć po dwoje jeźdźców. Mimo to 5 dni drogi minęło spokojnie. Na trakcie drużyna miała mnóstwo podróżnych, wojska, gońców i najemników.




Po południu 5-go Nachgeheim dotarli do zajazdu o godzinę drogi od Middenheim. Bohaterowie postanowili zatrzymać się na krótką chwilę by rozprostować nogi przed wjazdem do samej stolicy Middenlandu. Jakie było ich zdziwienie kiedy jeden z gońców Strażników Dróg na dziedzińcu przybijał list gończy – jak się okazało wystawiony za “Podpalaczami z Delberz”.


View
Zajazd "Pod Starą Wierzbą"
O znalezieniu "K."

33 Vorgheim 2512

Bohaterowie w ogarniającym już wszystko mroku, zbliżali się pospiesznym krokiem do traktu. Morrslieb w pełni świecił bladozielonym światłem. Kiedy byli od niego około 50 metrów i już widzieli bruk srebrzący się w świetle księżyca, niespodziewanie usłyszeli dźwięk okutych kół szybko toczących się po kamiennym trakcie. Dźwięk rozdzierał ciszę nocy. Z pewnością był to powóz, jednak Hana zorientowała się, że nie towarzyszy mu dźwięk podków dzwoniących o bruk.


Przejazd pędzącego czarnego powozu ciągniętego przez cztery kare konie, wywołał panikę wśród koni bohaterów przywiązanych przy trakcie. Wystraszyły się tak bardzo, że złamały gałąź do której były przywiązane i popędziły w las. Thornbjorn, który jako jedyny cały czas prowadził przy sobie swojego konia, pogalopował w las żeby dogonić spłoszone konie.

W tym czasie Karelii zakręciło się w głowie, kiedy spojrzała w niebo, dostrzegła niezwykłe rzeczy, których nie potrafiła opisać słowami. Omdlała na chwilę, a potem opowiadała o tym, że widziała czarny wiatr, a w nim kolory, niczym babie lato lśniące w słońcu.

Po powrocie Thornbjörna okazało się niestety, że jeden z koni zranił się w nogę podczas panicznej ucieczki. Drużyna nie miała innego wyjścia i dalej ruszyła pieszo. Po kilku chwilach przez las przetoczyło się potężne, basowe ryknięcie, dudniące echem w całym lesie. Dźwięk wywołał panikę goblinów, w ciągu kilku chwil bohaterowie zorientowali się, że wszystkie gobliny z wcześniej obserwowanego obozu rzuciły się do panicznej ucieczki, o czym jasno dawały znać ich przestraszone pokrzykiwania.

Przyspieszonym krokiem drużyna oddalała się w stronę Sotturm, które niestety było oddalone o około dwie godziny drogi konno. Czas na pieszo należało przynajmniej podwoić.

Na szczęście niecałą godzinę później, zza załomu traktu powoli wyłonił się kształt zajazdu. Jednak jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Zajazd ewidentnie był od dawna opuszczony. Część dachu była strawiona przez pożar, okiennice krzywo wisiały na zardzewiałych zawiasach, ściany były porośnięte bluszczem i mchem, zaś całość wydawała się pochłaniać rosnąca wszędzie krzaki i wysoka trawa. Mimo to brama na dziedziniec była zamknięta, przez szczeliny w ścianach i okiennicach sączyło się ciepłe światło ognia a z środka dało się usłyszeć ciche i spokojne głosy rozmów zmęczonych podróżnych.

Z nadzieją na schronienie i odpoczynek drużyna zbliżyła się do zajazdu. Hana przekradła się przez ogrodzenie i zakradła do jednego z budynków z których dobiegały dźwięki rozmów. Przez szczelinę okienną dostrzegła grupkę podróżnych, którzy skuleni w głównej sali zajazdu ogrzewali się przy rozpalonym kominku i rozmawiali.

Drużyna szybko zdecydowała się dołączyć do podróżnych w zajeździe, którzy powitali ich z ulgą, jakby spodziewali się kogoś zdecydowanie gorszego.

Po szybkim przedstawieniu się, drużyna pogrążyła się w rozmowach z nowymi znajomymi. W sali znajdowali się podróżni, którym udało się uciec z ataku goblinów na dyliżans – ten sam na który bohaterowie natknęli się wcześniej na trakcie. Byli to Hegnar Karrag – krasnoludzki woźnica, którego kompan poległ podczas obrony dyliżansu, Bianka von Wittgen – rudowłosa szlachcianka o delikatnej urodzie, uczęszczająca do Kolegium Magii w Altdorfie, Otto Adler zwany też Julianem – młody, nieśmiały i małomówny szlachcic, oraz Katherina Jaeger – dojrzała i dystyngowana szlachcianka o delikatnym głosie i nienagannych manierach. Poza nimi, w zajeździe byli jeszcze podróżny którzy dotarli tu sami: Robb Frohlich – tajemniczy mężczyzna, uważnie obserwujący wszystko dookoła, oraz Valdred Haigermann – posiwiały i sędziwy staruszek, Cechmistrz Gildii Skrybów przy Uniwersytecie Altdorfskim.

Pogawędki przy kominku trwały kilka godzin. Katherina Jaeger okazała się poszukiwaną przez Hanę, tajemniczą “K.”, która wysłała list do jej ojca. Szlachcianka pokrótce opowiedziała o czasach młodości, o jej znajomości i przyjaźni z Hansem i Arnestem – ojcem i stryjkiem Hany, tajemniczo wspominała o ich przygodach z młodości. Przyznała że nie ma nic przeciwko wypłaceniu Hanie spadku po stryjku, o ile tylko udadzą się razem do krasnoludzkiego banku w Middenheim, gdzie zdeponowany został spadek. W trakcie rozmów wyszło też na jaw, że Katherina, Hans i Arnest znali Wikerta, kapłana Taala, który porzucił ich towarzystwo i postanowił wieść pustelnicze życie.

Karelia nawiązała nić porozumienia z Bianką, uczennicą Kolegium Magii w Altdorfie. Bianka, pełna zrozumienia i troski po tym jak zaobserwowała ukryty talent Karelii, doradzała jej jak najszybsze udanie się do Kolegium, bądź pierwszego napotkanego czarodzieja i poproszenie o przyjęcie na nauki, gdyż nielicencjonowani użytkownicy magii ryzykowali niechybnym spaleniem na stosie.

W luźniejszej atmosferze wszyscy zaczęli się kręcić po zajeździe, Thornbjörn i krasnolud Hegnar postanowili zadbać o obronę zajazdu i zabić deskami wszystkie dziury i okna. Hana i Katherina wychodziły na dziedziniec porozmawiać na osobności, Valdred sprowadził wszystkie konie ze stajni aby stały bezpiecznie w dużej głównej sali zajazdu, a cała reszta korzystała często z możliwości odetchnięcia na świeżym powietrzu, jako że noc wydawała się spokojna, mimo pełni Morrslieba.

Sielankę przerwało niezwykłe wydarzenie. Uzbrojony Otto Adler wpadł w szale z dziedzińca wprost do sali. Jego wcześniej czarne włosy były siwe a oczy pełne szaleństwa. W furii rzucił się na zgromadzonych. Na szczęście przytomni bohaterowie szybko go rozbroili i pozbawili przytomności, a związanego umieścili na jednym ze stołów.

Atmosfera zgęstniała. Jakiś czas później nastąpił kolejny atak szału – tym razem groźniejszy w skutkach. Hegnar i Robb Frohlich sprawdzali stan ogrodzenia na zewnątrz kiedy bohaterowie w środku znów usłyszeli szaleńczy wrzask. Kiedy wybiegli na zewnątrz zobaczyli krasnoluda który w furii rozrywał klatkę piersiową martwego już Robba. Krasnolud był poważniejszym przeciwnikiem niż wątły Otto zwany Julianem. Cała drużyna musiała połączyć siły, aby w końcu zadać cios powalający krasnoluda na ziemię. Ciężko rannego związali i położyli na stole obok Otta.

Thornbjörn mocno podejrzliwy i zaniepokojony rozwojem wydarzeń pocieszył wystraszoną Biankę po czym udał się na obchód całego terenu zajazdu. W budynku z kuchnią znalazł bardzo niepokojące ślady – świeżo zamaskowany krąg magiczny narysowany kredą na klepisku i czarne świece wrzucone do kominka. Ich wosk był jeszcze plastyczny, na pewno nie leżały tutaj dłużej niż kilka godzin.


Niestety nie zdążył podzielić się swoim znaleziskiem z resztą drużyny, gdyż zza ogrodzenia dało się usłyszeć ponure jęki i drapanie w palisadę. Wszyscy żywi wybiegli na dziedziniec i rzucili się do obrony zajazdu przed grupą zombie które już wspinały się na szczyt palisady. Kiedy Thornbjörn również rzucił się do obrony, został zaatakowany od tyłu przez coś czego nikt się nie spodziewał. Zimne półprzezroczyste dłonie zacisnęły się na jego szyi. Duch sprawiał że Thornbjörn powoli zaczynał odchodzić od zmysłów, choć nie poddawał się i próbował walczyć. Hana i Karelia skupiły się na obronie głównej bramy przed zombie. Nieumarli byli niezwykle nieporadni i powolni, ich ataki chaotyczne i nieskoordynowane, w zamroczeniu wydawali się ledwo ogarniać sytuację i to kto przed chwilą ich uderzył. Mimo to, walka była trudna. Po długiej walce, ciężko poranieni, zmęczeni i zestresowani bohaterowie zostali sami na placu boju. Zombie leżały martwe, a duch zniknął tak nagle jak się pojawił. Po chwili, wszyscy zdali sobie sprawę że ktoś otworzył tylne wejście na dziedziniec, to które prowadziło wprost do lasu. Hana i Karelia stały przy głównej bramie, Thornbjörn na środku dziedzińca. Katherina z kuszą kryła się za rogiem budynku, Bianka leżała omdlona pod jedną ze ścian, a Valdred stał w drzwiach do głównej sali zajazdu.

Nastała chwila ciszy.

View
Czarne chmury nad Delberz
O pościgu za "K."

33 Vorgheim 2512

Wczesnym porankiem Hana i Karelia wraz z małym Eckzahnem po czterech dniach wędrówki dotarły do Delberz. Wieści o armii goblinów już dotarły do miasta, jak okazało się później, gobliny zdążyły już zaatakować dwie pobliskie wioski i najprawdopodobniej szykowały się do ataku na Delberz. W mieście panowała gorączka, na ulicach wszyscy gdzieś się spieszyli – część, głównie bogatsi podróżni, czym prędzej, konno lub dyliżansami, opuszczała miasto, część zaś, głównie chłopi z okolicznych wsi, tłumnie szukała schronienia w murach miasta.

Bohaterki swoje kroki skierowały prosto do Złotego Koguta – karczmy o której Hana przeczytała w tajemniczym liście który znalazła przy swoim ojcu. Zastały tam świetnie bawiących się i radosnych kompanów – Thornbjörna i Schileba. Dało się zauważyć, że dwójka wyrzutków zdołała już znaleźć wspólny język i świetnie się razem bawiła. Po krótkim lecz serdecznym powitaniu drużyna szybko zdała sobie relację z przygód podczas ich rozłąki. Hana i Karelia opowiedziały historię spotkania z goblinami. Thornbjörn podczas krótkiego pobytu w Delberz zdołał zarobić trochę srebra bijąc się z lokalnymi osiłkami w obstawianych walkach, czym zwrócił uwagę zamożnego kupca, który wynajął go do ochrony. Dziś po południu mieli wyruszyć dyliżansem do Delberz. Schileb nie wdawał się w szczegóły, jednak widać było, że nie próżnował i nie brakuje mu srebra na wykwintne dania, trunki i niezwykle hojne napiwki. Podzielił się jednak w tajemnicy informacją z którą sam nie wiedział co uczynić. Podczas zupełnie przypadkowego i przelotnego “spotkania” z pewną dostojną szlachcianką Schileb zauważył, że całkiem sam i bez jego ingerencji “wypadł” jej kawałek udartego listu (który również w jakiś tajemniczy sposób, oddarł się sam). Jako że Schileb w życiu miał istotniejsze zajęcia niż nauka czytania, poprosił Hanę, jedyną piśmienną w drużynie, o odczytanie listu, jako że podejrzewał iż informacje mogą być warte więcej niż “datek” od spotkanej damy. Hana spojrzała na list i z wielkimi oczami odczytała go wszystkim.

“(…)300 zk i aktu własności w/w posiadłości mojej ukochanej siostrzenicy Hanie Borne.
- Arnest Kelhammer”

Podpisany Arnest był stryjkiem Hany, bratem jej ojca, którego nie widziała od lat i który z niejasnych powodów nie był szczególnie miło widziany w jej rodzinnym domu. Drużyna szybko skonstatowała, że dama którą spotkał Schileb prawdopodobnie była tajemniczą “K.”, podpisaną pod listem do ojca Hany – Hansa:

“Stało się. Nie mów Hanie. Przyjedź jak najszybciej. Złoty Kogut w Delberz.
-Twoja K.”

Bohaterowie szybko zasięgnęli języka u przyjaznego karczmarza, okazało się, że kobieta odpowiadająca opisowi wynajmowała pokój w karczmie od kilku dni, dzisiaj rano jednak z bagażami opuściła karczmę. Karczmarz poproszony o udostępnienie pokoju, podał bohaterom klucze do pokoju na piętrze.

Przeszukując pokój w którym zatrzymała się domniemana “K”, Schileb i Hana znaleźli kilka ciekawych drobiazgów. Na biurku leżała strona z middenheimskiej gazety, a na niej i obok niej Hana dostrzegła resztki laku. Na łóżku, oprócz charakterystycznego zapachu perfum, pod poduszką leżał jeden, pięknie zdobiony srebrny kolczyk.

W czasie kiedy Schileb i Hana skupieni byli na przeszukiwaniu pokoju, Thornbjörn i Karelia zaczęli gorącą dyskusję. Thornbjörn zarzucał jej, że jej dziecko może nosić w sobie ukryte znamiona Chaosu. Karelia cała we łzach szczerze i ze szczegółami jeszcze raz opowiedziała historię swojego życia i narodzin jej syna. Przyznała też że Eckzahn nie jest jej pierwszym dzieckiem – 5 lat temu zaszła w ciążę z Wikertem po raz pierwszy – miała wtedy ok. 11 lat. Nie wie co stało się z dzieckiem, ponieważ Wikert zabrał je zaraz po narodzinach. Dramatyczna historia i łzy Karelii w końcu zrobiły wrażenie na Thornbjörnie, szczególnie pojawienie się białej wilczycy przemówiło do jego wyobraźni i pobożności.

Drużyna jeszcze raz upewniła się, że karczmarz ani stajenny nie wie w którą stronę udała się tajemnicza dama. Co więcej okazało się, że nie przybyła do karczmy na własnym koniu. Prawdopodobnie podróżowała dyliżansem.

Było już po południu. Dalej wydarzenia potoczyły się szybko. Drużyna zdecydowała że powinna jak najszybciej konno wyruszyć w stronę Middenheim, gdzie prawdopodobnie udała się “K.”. Jako, że nikt nie miał konia, a ich kupno nie wpadło do głowy nikomu z drużyny bohaterowie udali się do stajni by konie ukraść. Jednak zanim to się stało, ku zaskoczeniu wszystkich, Thornbjörn udał się na poddasze karczmy i je podpalił. Wybuchła panika. Korzystając z zamieszania które wywołał pożar drużyna szybko zdobyła wierzchowce, mordując stajennego w jednej ze stajni nieopodal karczmy.


Morderstwo nie uszło uwadze strażników na placu przy którym leżały stajnie. Ruszył pościg. Drużynie jednak udało się wykaraskać z opałów dzięki zamieszaniu na ulicach Delberz. Pogalopowali przez północną bramę w stronę Middenheim, zostawiając za sobą gęste kłęby dymu unoszące się nad miastem.




Gnali tak szybko jak to możliwe, przygotowani na to, że do zajazdu w Sotturm, gdzie planowali zatrzymać się na nocleg, czeka ich przynajmniej 6 godzin drogi, z czego ostatnia godzina w zapadających ciemnościach. Niestety Hana i Karelia podróżowały na jednym koniu, co znacznie spowalniało podróż.

Trakt dalej od miasta był spokojny. Tłum który zajmował drogę w okolicach Delberz szybko przerzedł. Po godzinie już tylko sporadycznie mijali podróżnych, szeroki brukowany trakt był niemal pusty.

Ok 2 godzin przed dojechaniem do celu, ich drogę niespodziewanie zagrodził rozbity dyliżans z połamanymi kołami. Z czterech koni ciągnących dyliżans, dwa leżały martwe, naszpikowane goblińskimi strzałami, po dwóch pozostałych nie było śladu. Wokoło leżały ciała części pasażerów dyliżansu. Zwłoki zostały brutalnie ograbione, nie wyglądało to na robotę zwykłych rzezimieszków.

Po krótkiej inspekcji miejsca ataku i najbliższej okolicy, na gałęzi jednego z krzaków bohaterowie znaleźli kawałek oddartego materiału, fioletowego aksamitu, zaś z zachodu Schileb wyczuł znajomy zapach perfum. Drużyna ostrożnie skierowała się ku zachodowi. Kilkaset metrów dalej, wiedzeni zapachem znaleźli rozbity flakon drogich perfum, zapachem identyczny jak ten którym pachniało łóżko w pokoju wynajmowanym przez “K” w Złotym Kogucie. Po pół godziny skradania się bohaterowie zaczęli z oddali słyszeć dźwięki obozu i rozmów. Hana i Karelia natychmiast poznały rechotliwe głosy i głupkowate śmiechy goblinów. Choć obóz był poza zasięgiem wzroku, bohaterowie spędzili dobre pół godziny na debacie co uczynić dalej. Większość zdecydowana była nie ryzykować, zawrócić na trakt i kontynuować podróż.

Niestety, ożywiona dyskusja zwróciła uwagę goblinów patrolujących okolice obozu, które wściekle zaatakowały drużynę. Do walki rzucili się wszyscy oprócz Thornbjörna, który przez całe starcie stał jak wryty, bezradnie przyglądając się jak Schileb, Hana a nawet wątła Karelia odpierają atak zielonoskórych. Do końca walki nie mógł otrząsnąć się z szoku jaki wywołał albo nagły atak goblinów, albo skuteczność z jaką drużyna walczyła z goblinami bez jego pomocy.

Po ataku, bohaterowie czym prędzej uciekli w stronę traktu, nie czekając na posiłki goblinów które mogły ściągnąć odgłosy walki i pognali w zapadający zmrok ku północy.

Nadchodziła Geheimnisnacht.


View
Zielonoskórzy
Jak Hana i Karelia opuściły Wyjące Wzgórza

29 Vorgheim 2512, Aubentag

Hana i Karelia przez cały wieczór i część nocy uważnie obserwowały obóz i jego okolice, podsłuchiwały gobliny w obozie jak i zwiadowców obserwujących obóz. Z rozmów zwiadowców wynikało, że herszt obserwowanego obozu plemienia Czerwonych Kłów o imieniu Flak, jest ciężko chory. Jego choroba stała się pretekstem i okazją do przeprowadzenia w najbliższym czasie szturmu na obóz przez wrogie plemię Czaszkołupów, z którego pochodzili zwiadowcy. Co więcej, atak nie miał na celu, jak to miały w zwyczaju gobliny radosnej rzezi, a pozbycie się herszta i szamana, oraz przejęcie populacji osady i wcielenie jej do armii najeźdźców. Szybko wyjaśnił się powód nietypowych planów. Krostochrup, herszt najeźdźców, planował powiększyć swoją armię nie tylko po to by zdobyć panowanie nad wszystkimi goblinami w Wyjących Wzgórzach, ale też po to by zaatakować ludzkie wioski z samym Delberz na czele. Atak na Delberz według słów goblińskich zwiadowców miał nastąpić już za kilka dni w nadchodzącą Geheimnisnacht.

Dalsze podsłuchiwanie potwierdziło też, że w osadzie jest gdzieś ukryty doktor Doktor Hartmann Strohmann. Lekarz został prawdopodobnie porwany przez plemiennego szamana – Detrytusa – w celu uleczenia chorego wodza plemienia – Flaka. Dało się odczuć, że ani szaman ani ludzki lekarz nie cieszą się poważaniem szeregowych goblinów.

Poza tak istotnymi informacjami, Hana i Karelia zaobserwowały również osobliwą fizjonomię, jak się wydawało wyłącznie męskich goblinów, oraz sposób ich rozmnażania, a raczej narodzin.

Kiedy, jak były przekonane bohaterki, zostały zauważone przez jednego ze snotlingów patrolujących okolice obozu, postanowiły się wycofać. Nie wierząc z swoje możliwości wpłynięcia na sytuację – powstrzymania ataku i stworzenia wielkiej armii goblinów lub uniemożliwienia późniejszego najazdu na Delberz, zdecydowały udać się w dalszą drogę – prosto do Delberz.

Bohaterki w ciemnościach ruszyły z powrotem do łodzi ukrytej przy brzegu rzeki, jednak po dotarciu Hana oceniła że noc jest zbyt ciemna a światła księżyca było zbyt mało, żeby próbować nawigować po rzece w ciemności. Wróciły na skraj lasu, gdzie znalazły schronienie w dużym leżącym pniu, pustym w środku. Zastawiły gałęziami wejście i poszły zmęczone spać, bez wystawiania warty.

Brak czuwania w nocy nie opłacił się – obie zostały nagle zbudzone przez coś co z zewnątrz próbowało rozgarnąć gałęzie i dostać się do środka. Hana w panice rozbiła kawał suchego pnia nad głowami tak aby wyskoczyć na zewnątrz. Kiedy stanęła na pniu zobaczyła goblińskiego jeźdźce wilków. Szybko pomogła wyjść Karelii na zewnątrz. Walka potoczyła się szybko, jednak ranna i osłabiona porodem Karelia nie wytrzymała długo – jeden atak wilka wystarczył aby padła nieprzytomna. Na szczęście Eckzahn jej nowo narodzony syn został w środku a zajęty walką wilk zapomniał o nim. Jednak czary Karelii pomogły przegonić napastników, a strzały Hany dokończyły dzieła zniszczenia.

Kiedy Karelia doszła do siebie i odzyskała przytomność, głodne dziewczyny postanowiły oskórować wilka i upiec część najbardziej odżywczych części jego ciała. Kiedy skóra leżała już obok a bohaterki brały się za pieczenie wątroby nad rozpalonym ogniskiem, zorientowały się, że od zachodu słychać zbliżający się patrol – prawdopodobnie również wilczych jeźdźców – ściągnięty zapachem świeżej krwi i mięsa.

W panicznej ucieczce rzuciły się w stronę łodzi. Powiało grozą, gdy zorientowały się że las od całej północnej strony zanosi się dźwiękiem nadchodzącej goblińskiej armii. Były otoczone. Na południowym brzegu rzeki szukał ich patrol zwiadowców goblińskich jeźdźców wilków, zaś z północy nadciągała cała armia zielonoskórych która z pewnością będzie przekraczała rzekę w drodze do osady Czerwonych Kłów.

Mimo ciemności, Hana zaryzykowała przepłynięcie kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów do miejsca gdzie mogły by się ukryć. Idealnie nadawał się do tego stary i szeroki pień drzewa, który upadł z brzegu w koryto rzeki, korzeniami wciąż trzymając się brzegu. Hana i Karelia przewróciły łódź do góry dnem kilka metrów w dół rzeki za pniem, a same schowały się w wodzie po szyję tuż pod korzeniami powalonego drzewa. Wydawało się że minęła wieczność zanim armia dotarła do linii wody i zaczęła chaotycznie wpław, po mieliznach, konarze przekraczać rzekę. W zgiełku i chaosie nikt nie dostrzegł trzech ukrytych i wystraszonych twarzy pod korzeniami drzewa. Armia zielonoskórych nie zwracała uwagi na tych, którzy topili się sami w rzece, lub których zaatakował troll rzeczy w górze rzeki licząc na łatwą przekąskę – parła dalej naprzód. Po godzinie wszyscy maruderzy opuścili północny brzeg rzeki.

Wystraszone i zmęczone dziewczyny wraz z niemowlęciem wyszły z wody, i ruszyły nocą pieszo w stronę Delberz.

View
Biały wilk
O porodzie Karelii

28 Vorgheim, Aubentag

Nadciągał zmrok, a z oddali było słychać nadciągającą wielką burzę, kiedy Hana i Karelia rozglądały się w poszukiwaniu schronienia i Thornbjörna stojąc na brzegu między rzeką a szeroką polaną. Po obu stronach rzeki teren był trawiasty, a za łąkami w oddali rosły pierwsze drzewa gęstego lasu. Niestety, jak okiem sięgnąć nigdzie nie było widać zbliżającej się sylwetki Thornbjörna.

Karelia poczuła zapowiadające rychły poród skurcze. Nie miała już dużo czasu, czym prędzej potrzebne było suche schronienie. Im dłużej czekały tym bliżej była burza. Mżawka przerodziła się szybko w potężną burzę. Wiatr, deszcz i błyskawice zawładnęły niebem i ziemią.

Hana w pewnym momencie dostrzegła na skraju lasu po drugiej stronie rzeki ledwo świecące światło. Podejrzewając, że może to być Thornbjörn lub Schileb, postanowiły szybko przepłynąć na drugą stronę rzeki. Kiedy dobiły do przeciwległego brzegu, nie były już takie pewne czy to przyjaciel, choć postać wydawała się być człowiekiem niosącym latarnię. Sylwetka cały czas się oddalała, a burza, deszcz i wiatr zagłuszały krzyki. Hana posłała strzałę z łuku, w nadziei że ta zwróci uwagę nieznajomego. Niestety w tak gwałtownej pogodzie, nawet wytrawny obserwator mógł przegapić strzałę lądującą nieopodal w leśnej ściółce.

Głośne zachowanie dziewczyn szybko zwróciło uwagę tego co czaiło się w porastającym brzeg sitowiu. Z gęstwiny wyskoczyło stado snotlingów, uzbrojonych w zaostrzone kije i natychmiast przypuściło zmasowany atak. Hana wycofała się do łodzi, jednak fala zielonych pokurczy zalała łódź, wskakując przez niskie burty. Po chwili zaciekłej obrony, chcąc obronić ledwo przytomną Karelię, Hana zeskoczyła na brzeg i ile sił pchnęła łódź na rzekę, strącając impetem stojących na niej snotlingów. Karelia ukryła się na dnie łodzi pod przywołanym magicznie cieniem, a bystry burt porwał łódź w dół rzeki.

Hana w tym czasie, przytłoczona ilością małych ale zaciekle walczących snotlingów, ruszyła biegiem w stronę lasu, próbując odciągnąć napastników od rzeki i płynącej po niej łodzi. Biegła ile sił w nogach, ale snotlingi nie dawały łatwo za wygraną. Hana skierowała się w kierunku w którym ostatni raz widziała oddalającą się sylwetkę ze światłem. Po długim biegu w ulewnym deszczu w końcu wbiegła do lasu i dogoniła nieznajomego. Bez czasu na rozmowy i ceregiele razem rzucili się w dalsza ucieczkę.

Po dłuższej chwili dopiero zgubili pościg. Nieznajomy przedstawił się jako Ulli, łowca nagród z Delberz. W trakcie rozmowy, Hana dowiedziała się, że Ulli również szuka porwanego przez gobliny lekarza z Delberz, choć Ulli robił to na zlecenie aby zdobyć nagrodę. W zamian za informacje o doktorze, zgodził się pomóc Hanie znaleźć łódź z Karelią.

W tym czasie Karelia spływała z prądem w dół rzeki. Kiedy zagrożenie ze strony snotlingów zdało się minąć, zaczęła walczyć z prądem by przybić do brzegu. Udało jej się po kilku próbach. Skurcze przedporodowe były coraz częstsze i silniejsze. Porywisty wiatr, ciężka ulewa i błyskawice trzaskające coraz częściej i bliżej nie dawały szans na znalezienie schronienia poza lasem, więc Karelia udała się w stronę linii drzew. Słaniając się na nogach doszła przez gęstą trawę i krzaki do starego olbrzymiego drzewa na skraju lasu. Było tak ogromne, że trzeba by co najmniej pięciorga ludzi trzymających się za ręce, by objąć jego pień u podstawy. Choć grube gałęzie trzeszczały na hulającym wietrze, całe drzewo stało majestatycznie i zapraszało pomiędzy swoje pradawne odsłonięte korzenie.

Karelia szukając osłony u podstawy pnia, pomiędzy odsłoniętymi korzeniami znalazła sporą dziurę w ziemi, na tyle dużą, że udało jej się w nią wczołgać. Dziura okazała się dosyć długą norą, która doskonale chroniła przed wiatrem i deszczem, oraz zapewniała tak potrzebne ciepło i spokój. Karelia poczuła że poród już się zaczyna. Oparła się plecami o miękką ziemistą ścianę nory i przygotowała na rodzenie.

Spokój nie trwał jednak długo. Z głębi nory Karelia usłyszała groźne i głośne warknięcie. Nie miała już sił uciekać. Przygotowana na najgorsze przywołała wątły ognik magiczny aby rozświetlić pomieszczenie. Tuż obok niej leżał ogromny biały wilk szczerzący kły. Karelia zamarła z bezruchu patrząc się tępo w ślepia wilka i powoli godząc z mającym spotkać ją końcem. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej, że to nie wilk, a wilczyca, która też jest w trakcie porodu. Zupełnie nieoczekiwanie i wbrew logice, wilczyca podsunęła się do Karelii i polizała ją po twarzy. Po chwili, obie wtulone w siebie, zaczęły rodzić równocześnie.

Nad ranem, kiedy już świtało, Hana z Ullim odnaleźli łódź i po śladach dotarli do starego drzewa. Zastał ich niezwykły widok. W promieniach wschodzącego słońca pomiędzy prastarymi korzeniami drzewa, trzymając niemowlaka na rękach stała brudna i zakrwawiona Karelia, zaś zza jej pleców wielka biała wilczyca uważnie obserwowała przybyłych kompanów.

Hana i Karelia wraz z Ullim, zmęczeni nocnymi wydarzeniami postanowili zatrzymać się na dłuższy postój. Odpoczynek minął spokojnie, kilka godzin przed zmrokiem drużyna zebrała obóz i ruszyła na poszukiwanie osady goblinów. Ulli jednak odłączył się od dziewczyn i udał na poszukiwania samemu. Być może uważał, że Karelia z kwilącym niemowlęciem będzie zbyt dużym obciążeniem, a być może nie chciał dzielić się ewentualną nagrodą za odnalezienie doktora.

Wieczorem Hana i Karelia klucząc po lesie natknęły się na patrol goblinów. Gobliny miały na sobie znaki przedstawiające pękniętą u góry czerwoną czaszkę. Znak inny niż te które płynęły z porwanym doktorem – niebieską czaszkę z czerwoną żuchwą.
Klucząc po lesie i śledząc gobliny podsłuchały kilka ich rozmów. Wynikało z nich, że śledzone gobliny planują atak na osadę innego plemienia goblinów.

Niedługo później, dziewczyny dotarły do ukrytego w lesie pośród drzew i skarp obozowiska goblinów. Zmęczone, postanowiły zaczekać w ukryciu. Karelia usnęła w krzakach głośno chrapiąc, a Hana czuwała nad przyjaciółką.

View
Wyjące Wzgórza
O rozdzieleniu drużyny

Po kilku godzinach podróży od wioski Schileb odłączył się od grupy i udał na zwiad, jako że samotnie był o wiele szybszy niż reszta grupy z pijanym jeszcze Thornbjörnem i ciężarną Karelią. W razie napotkania niebezpieczeństw miał zawrócić do reszty grupy, lub spotkać się z nimi już w samym Delberz.

Thornbjörn doszedł już do siebie, kiedy Karelia widząc jak bardzo ranna jest Hana, podczas krótkiego postoju powiedziała, że zajmie się jej ranami. Niczego nie podejrzewając Hana zgodziła się i usiadła spokojnie. Ku zaskoczeniu wszystkich, dłoń Karelii zaczęła świecić delikatnym niebieskim światłem i przyłożona do ran, zaczęła je zasklepiać. Kilka siniaków zniknęło ze skóry Hany. Jednak zaskoczony i nie do końca trzeźwy Thornbjörn w szoku zareagował na magię tak, jak zwykli robić to podejrzliwi ludzie z północy – rąbnął Karelię toporem w plecy. Ta upadła. Na ułamek sekundy wszyscy zatrzymali się w połowie ruchu, niepewni co dalej. Ciszę przerwała Hana, próbując opanować sytuację i powstrzymać szał Thornbjörna. Rozpoczęła się długa i gorąca dyskusja – sąd nad Karelią. Hana, broniąc Karelii tłumaczyła Thornbjörnowi, że prawdopodobnie magia Karelii nie jest szkodliwa, a ona sama nie ma złych zamiarów. Trudno było przekonać Thornbjörna, który wychowany został w olbrzymiej nieufności do wszelkich przejawów magii, tak blisko powiązanych z chaosem, który strasznie doświadczał rodzinne strony gladiatora. Sytuacja przez długi czas była bardzo napięta, los drużyny wisiał na włosku, jednak w końcu udało się przekonać Thornbjörna do niewinności i pokojowych zamiarów Karelii. Drużyna ruszyła w dalszą drogę.




Po kilku dniach bohaterowie przedarli się przez wyższą część Wyjących Wzgórz i dotarli do łagodnych pagórków i równin zachodniej części wzgórz. Znaleźli rzekę, którą podróżowali dalej, aż znaleźli starą zarośniętą łódź ukrytą w trzcinie na brzegu cały czas rosnącej wszerz rzeki. Niestety, trafili też na niepokojące znaki – prymitywną włócznię i nabitą na nią czaszkę, wbitą pośrodku naturalnej ścieżki tuż obok rzeki.

Kiedy oczyszczali łódź i przygotowali się do odpłynięcia, usłyszeli z góry rzeki dźwięk wioseł. Bohaterowie ukryli się w zaroślach. Ich oczom ukazała się tratwa pełna goblinów z człowiekiem w prymitywnej drewnianej klatce. Thornbjörn został zauważony i natychmiast wściekle zaatakowany przez gobliny. Posypał się grad strzał i oszczepów. Bohaterowie natychmiast kontratakowali. Kiedy więzień z klatki zauważył drużynę, zaczął krzyczeć i błagać o pomoc. Zanim został ogłuszony przez gobliny zdążył wykrzyczeć że jest bogatym lekarzem z Delberz i obiecał hojną nagrodę za ocalenia go z rąk goblinów. Niestety, bystry nurt szybko zniósł dalej tratwę z goblinami, które chcąc uniknąć bliższego spotkania z bohaterami zaczęli zaciekle wiosłować i odpychać tratwę drągami.

Drużyna ruszyła w pościg. Mimo wysiłków Hany i Thornbjörna przy wiosłach, gobliny oddalały się.

Po dłuższym czasie warkocz rzeki zaczął być coraz gęściej usłany wyspami i mieliznami, a lasy dookoła ustąpiły rozległym łąkom. Na otwartym terenie, łódź bohaterów płynęła blisko prawego brzegu rzeki, kiedy na brzegu w wysokiej trawie ukazały się gobliny. Natychmiast zaatakowały, ostrzeliwując zaskoczoną drużynę.
Thornbjörn wyskoczył z łodzi i nurkując skierował się w stronę brzegu, Hana wyskoczyła na przeciwległą stronę łodzi, kryjąc się przed strzałami za burtą łodzi. Niestety zanim Karelia zdążyła zareagować, trafiło ją kilka strzał i osunęła się nieprzytomna na dno łodzi. Hana szybko ściągnęła łódź w zarośla pobliskiej rzeki, zaś Thornbjörn wyskoczył w szale na brzeg i wściekle zaatakował gobliny. Kilka ciosów wystarczyło by padły dwa z nich, jednak za jego plecami pojawił się kolejny – wyglądający na szamana, i zaatakował magią. Chmura zielonej mgły otoczyła Thornbjörna, który zaczął się dusić, a po chwili z oczu szamana pomknął ku Thornbjörnowi strumień zielonej energii. Jednak i to nie powstrzymało Thornbjörna – zraniony, w szale, posłał dwoma ciosami szamana goblinów do krainy wiecznych łowów. Na ten widok, pozostałe gobliny postanowiły czym prędzej oddalić się od tak groźnego przeciwnika jak Thornbjörn.




Kiedy sytuacja wydawała się opanowana, drużyna kolejny raz została niemile zaskoczona. Kilkanaście metrów w górę rzeki z wody wynurzył się olbrzymi przeciwnik. Troll rzeczny, który wyglądał na głodnego, szybko zbliżał się do łodzi. Przytomna Hana, czym prędzej odepchnęła łódź od brzegu wyspy i niemal ponadludzkim wysiłkiem, wiosłowała tak szybko, jak gdyby robiło to kilku rosłych mężczyzn. W tym czasie Thornbjörn zaczął zbierać z trucheł goblinów rzeczy, które mógłby użyć jako broń podpalającą – jako człowiek północy, wiedział bowiem doskonale, że trolla pokonać można najszybciej przy pomocy ognia. Niestety zanim zdążył zebrać odpowiednie materiały, łódź i goniący ją troll oddalili się za wyspy i meandry rzeki.

Hana oddaliwszy się na w miarę bezpieczną odległość, na krótką chwilę zostawiła wiosła i próbowała ocucić Karelię. Udało się, choć kosztowało to utratę bezpiecznego dystansu od trolla. Ten zbliżył się, i wyciągniętym z rzeki pniem próbował uderzyć i zatopić łódź. Na szczęście Hana znów zaczęła energicznie wiosłować i atak trolla chybił. Pościg rozgorzał na nowo. Długo trwało i pochłonęło mnóstwo wysiłku Hany i osłabionej Karelii zgubienie wściekłego i głodnego trolla. Kiedy dziewczyny były już pewne, że są bezpieczne, przybiły do brzegu i zaczekały na podążającego brzegiem rzeki pieszo Thornbjörna. Wszyscy zatrzymali się na krótki postój.


View
Hirschteich
O tajemnicy sielskiej wioski

Kiedy po długim i burzliwym dniu Hana i Thornbjörn szukali miejsca na nocleg, najlepsze miejsce w okolicy okazało się już zajęte. Nieopodal w krzakach ukrywał się Schileb – stary znajomy Hany, z którym łączyły ją różne szemrane interesy, jak choćby wystawianie co bogatszych podróżnych płynących łodzią Hany na pastwę lepkich palców zwinnego Schileba. W dalszą podróż ruszyli wszyscy razem, bo jak się okazało, Schileb również chciał jak najszybciej i najciszej oddalić się od Bergsburga, gdzie zbyt wiele osób zaczęło zadawać zbyt wiele pytań, dotyczących kogoś zdecydowanie za bardzo przypominającego Schileba.

Droga przez Wyjące Wzgórza przebiegała, o dziwo, spokojnie, aż do chwili, kiedy bohaterowie trafili na podejrzanie wyglądające zwłoki konia oraz ślady dwóch osób. Poszlaki wskazywały na dwóch zagubionych myśliwych, którzy oddalili się na zachód około dwóch dni temu. Końskie truchło w różnych miejscach ciała miało dziury wielkości pięści, jednak nic nie wskazywało na to co mogło je spowodować.




W dalszej drodze drużyna trafiła na stary obelisk pokryty niezrozumiałym pismem, a następnie na sporą polanę, która usłana była pozostałościami dawnej bitwy. Na skraju polany bohaterowie odkryli drugi obelisk.




W pewnej chwili Hanie zaczęła dokuczać sporych rozmiarów mucha. Hana długo nie myśląc zabiła ją, co spowodowało niespodziewany atak całego roju much, które zaczęły dotkliwie kąsać wszystkich obecnych. Bohaterowie salwowali się ucieczką, w której pomogła znajdująca się nieopodal skarpa. Poobijani i pogryzieni stanęli u progu pięknej doliny, w której z oddali było widać wioskę wraz z otaczającymi ją polami, oraz zamgloną część lasu w niższej części doliny. Unikając podstępnych jarów, bohaterowie ruszyli krętą drogą ku wiosce.

Wioska wyglądała pięknie i spokojnie. Choć skromna, była niezwykle zadbana i sielska. Miejscowi przywitali przybyszy z uśmiechem na ustach, zaciekawione dzieci biegały i wypytywały o ich bohaterskie przygody. Na powitanie wyszedł też Wikert, starszy wioski, kapłan Taala – boga przyrody i natury. Wikert zaprosił drużynę na posiłek i zgodził się opatrzyć ich rany, oraz zająć się chorobami, których bohaterowie nabawili się podczas spotkania z olbrzymimi muchami. Gotowaniem i podawaniem posiłku zajmowała się Karelia, miła i uprzejma 16-letnia gosposia Wikerta w zaawansowanej ciąży, jak się później okazało, również kochanka kapłana.




Podczas posiłku bohaterowie wypytywali o zaginionych myśliwych, muchy, okoliczne atrakcje w stylu obelisków i pola bitwy. Jednak Wikert uspakajał ich i zapewniał że wioski nie dotyka żadne zło z zewnątrz, dzięki opiece Taala. Opowiedział również historię o tym jak Taal zesłał na niego sen, w którym w zamian za założenie wioski, bóstwo obiecało, że będzie się opiekowało wioską i zapewniało jej dobrobyt. Tak też się stało. Wikert zebrał w okolicznych miastach grupę sierot i osiedlił się z nimi w dolinie. Od tego czasu wszystko szło pomyślnie a wszelkie nieszczęścia omijały wioskę.




Wieczorem w wiosce urządzono biesiadę w plenerze na cześć gości. Wszyscy bawili się wyśmienicie, tańcom, śpiewom i piciu nie było końca. Schileb wykorzystał czas żeby pomyszkować po wiosce i znalazł w jednej ze stodół drogi myśliwski łuk, który wcześniej wpadł w oko Thornbjörnowi, zaś sam Thornbjörn zbałamucił jedną z miejscowych, która też wcześniej wpadła mu w oko.

Biesiada zakończyła się późno w nocy. Rano Hana i Schileb udali się na poszukiwanie Thornbjörna, który jak się okazało, po upojnej nocy zasnął w chlewie pośród świń.

Jednak w wiosce panowało zamieszanie. Okazało się, że padła jedna z krów, co samo w sobie nie było tak dziwne, jak paniczna reakcja miejscowych. Okazało się, że bydło w ogóle u nich nie chorowało, podobnie jak reszta żywego inwentarza i sami mieszkańcy wioski. Co gorsze, bohaterowie zauważyli małą dziewczynkę, która miała ślady ugryzień much, takie same jak bohaterowie. U bohaterów zaś ugryzienia mocno nabrzmiały i stały się twarde pod spodem. Przez myśl przemknęło im skojarzenie z dziurami w ciele martwego konia.

Drużyna, zaniepokojona obrotem wydarzeń i podejrzanym dotychczasowym spokojem i dobrobytem wioski, zaczęła się naradzać i szukać w wiosce innych informacji, które mogły by rozjaśnić sytuację. Podczas rozmowy z Karelią dowiedzieli się o pobliskim stawie Hirschteich, oraz o ofiarach składanych do stawu. Karelia wyznała też, że nie czuje się dobrze we wiosce i zapytała, czy mogła by opuścić wioskę z drużyną. Jej propozycja została przyjęta, a Karelia została poproszona o zebranie w tajemnicy zapasów żywności na dalszą drogę.

Następnie wszyscy udali się na rozmowę z Wikertem w jego gabinecie. Wikert przyciśnięty do muru pytaniami, jeszcze raz opowiedział historię założenia wioski. Opisał też sen który rzekomo zesłał Taal, ofiary ze zwierząt składane do stawu Hirschteich i szczerze odpowiadał na wszystkie pytania. Podzielił się też swoimi obawami związanymi z najnowszymi wydarzeniami we wiosce – chorobie krowy i padnięciu drugiej i pogryzieniu dziewczynki przez muchy. Kapłan zaczynał podejrzewać, że łaska Taala odwróciła się od wioski, a być może nawet nigdy nie była to łaska samego Taala, lecz jakiegoś podstępnego potężnego bytu, któremu Wikert dał się oszukać.

Rozmowa zakończyła się bardzo szybko. Według wcześniej ustalonego planu, bohaterowie znienacka rzucili się z bronią na starego kapłana. Ten, próbował ratować swoją skórę ucieczką przez okno, jednak i to nie pomogło. Zginął przeszyty mieczem Hany.

Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko – równie szybko jak upicie się do nieprzytomności przez Thornbjörna, który nie wytrzeźwiał od biesiady dnia poprzedniego, cały czas popijając miejscową wódkę. Hana i Schileb, wraz z ledwo stojącym na nogach Thornbjörnem udali się nad staw Hirschteich, ponieważ podejrzewali że klucz do rozwiązania całej sprawy znajduje się właśnie tam.

Thornbjörn zaległ w krzakach nieopodal tafli stawu, a Hana i Schileb zbliżyli się do śmierdzącej wody. Widok był okropny. Zielonkawo żółta woda, na której unosiły się resztki padliny, kawałki kości i inne niezidentyfikowane ochłapy, śmierdziała jak żywcem rozcięty żołądek padlinożernego zwierzęcia. Roślinność wokoło była sucha i powykręcana, a nad “wodą” brzęczały jedynie okazałe muchy. Na środku stawu wystawał czubek obelisku, identycznego jak te znalezione wcześniej w lesie.




Początkowo niepewni co zrobić dalej, bohaterowie najpierw zaczęli rzucać kamieniami w staw, bojąc się wejść do wody. Wszystko na próżno, nic nie przynosiło widocznych reakcji. W pewnej chwili Schileb przypadkowo wezwał imię Sigmara Młotodzierżcy klnąc pod nosem na nierozwiązywalną, jak się wydawało, sytuację. Staw zareagował gniewnie na święte imię. Woda zaczęła bulgotać. Schileb nie zwlekając rozpoczął gorliwą modlitwę, wzywając Sigmara na pomoc i przeklinając plugawy staw. Na zdecydowaną reakcję nie trzeba było długo czekać. Woda na środku stawu wzburzyła się gwałtownie, jak gdyby zaczęła się gotować. Z odmętów wynurzyła się ohydna, gnijąca sylwetka obrzmiałego humanoida, cała pokryta krostami, ropiejącymi ranami i setkami pełzających larw. Stwór natychmiast zaatakował z dystansu – magią lub swoimi wrodzonymi zdolnościami, opluwając Hanę i Schileba strumieniem lepkiej cuchnącej substancji. Bohaterowie również zaatakowali z dystansu. Używali łuku, rzucali wszystkim co mogło zranić potwora, a także dzbanami z oliwą, która podpaliła bluźnierczy byt.

Poobijani w końcu ubili bestię, która znów zanurzyła się na wieki w odmęty śmierdzącego stawu. Olbrzymie muchy które krążyły nad stawem i zbierały się w gęstą chmarę, jak rażone piorunem z pluskiem wpadły do wody.




Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, Hana i Schileb zabrali Pijanego Thornbjörna, udali się do wioski po Karelię i nic jej nie wyjaśniając, pośpiesznie i w tajemnicy odeszli razem z nią z wioski. Ruszyli dalej na zachód przez Wyjące Wzgórza.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.