Middenland w płomieniach

Hirschteich
O tajemnicy sielskiej wioski

Kiedy po długim i burzliwym dniu Hana i Thornbjörn szukali miejsca na nocleg, najlepsze miejsce w okolicy okazało się już zajęte. Nieopodal w krzakach ukrywał się Schileb – stary znajomy Hany, z którym łączyły ją różne szemrane interesy, jak choćby wystawianie co bogatszych podróżnych płynących łodzią Hany na pastwę lepkich palców zwinnego Schileba. W dalszą podróż ruszyli wszyscy razem, bo jak się okazało, Schileb również chciał jak najszybciej i najciszej oddalić się od Bergsburga, gdzie zbyt wiele osób zaczęło zadawać zbyt wiele pytań, dotyczących kogoś zdecydowanie za bardzo przypominającego Schileba.

Droga przez Wyjące Wzgórza przebiegała, o dziwo, spokojnie, aż do chwili, kiedy bohaterowie trafili na podejrzanie wyglądające zwłoki konia oraz ślady dwóch osób. Poszlaki wskazywały na dwóch zagubionych myśliwych, którzy oddalili się na zachód około dwóch dni temu. Końskie truchło w różnych miejscach ciała miało dziury wielkości pięści, jednak nic nie wskazywało na to co mogło je spowodować.




W dalszej drodze drużyna trafiła na stary obelisk pokryty niezrozumiałym pismem, a następnie na sporą polanę, która usłana była pozostałościami dawnej bitwy. Na skraju polany bohaterowie odkryli drugi obelisk.




W pewnej chwili Hanie zaczęła dokuczać sporych rozmiarów mucha. Hana długo nie myśląc zabiła ją, co spowodowało niespodziewany atak całego roju much, które zaczęły dotkliwie kąsać wszystkich obecnych. Bohaterowie salwowali się ucieczką, w której pomogła znajdująca się nieopodal skarpa. Poobijani i pogryzieni stanęli u progu pięknej doliny, w której z oddali było widać wioskę wraz z otaczającymi ją polami, oraz zamgloną część lasu w niższej części doliny. Unikając podstępnych jarów, bohaterowie ruszyli krętą drogą ku wiosce.

Wioska wyglądała pięknie i spokojnie. Choć skromna, była niezwykle zadbana i sielska. Miejscowi przywitali przybyszy z uśmiechem na ustach, zaciekawione dzieci biegały i wypytywały o ich bohaterskie przygody. Na powitanie wyszedł też Wikert, starszy wioski, kapłan Taala – boga przyrody i natury. Wikert zaprosił drużynę na posiłek i zgodził się opatrzyć ich rany, oraz zająć się chorobami, których bohaterowie nabawili się podczas spotkania z olbrzymimi muchami. Gotowaniem i podawaniem posiłku zajmowała się Karelia, miła i uprzejma 16-letnia gosposia Wikerta w zaawansowanej ciąży, jak się później okazało, również kochanka kapłana.




Podczas posiłku bohaterowie wypytywali o zaginionych myśliwych, muchy, okoliczne atrakcje w stylu obelisków i pola bitwy. Jednak Wikert uspakajał ich i zapewniał że wioski nie dotyka żadne zło z zewnątrz, dzięki opiece Taala. Opowiedział również historię o tym jak Taal zesłał na niego sen, w którym w zamian za założenie wioski, bóstwo obiecało, że będzie się opiekowało wioską i zapewniało jej dobrobyt. Tak też się stało. Wikert zebrał w okolicznych miastach grupę sierot i osiedlił się z nimi w dolinie. Od tego czasu wszystko szło pomyślnie a wszelkie nieszczęścia omijały wioskę.




Wieczorem w wiosce urządzono biesiadę w plenerze na cześć gości. Wszyscy bawili się wyśmienicie, tańcom, śpiewom i piciu nie było końca. Schileb wykorzystał czas żeby pomyszkować po wiosce i znalazł w jednej ze stodół drogi myśliwski łuk, który wcześniej wpadł w oko Thornbjörnowi, zaś sam Thornbjörn zbałamucił jedną z miejscowych, która też wcześniej wpadła mu w oko.

Biesiada zakończyła się późno w nocy. Rano Hana i Schileb udali się na poszukiwanie Thornbjörna, który jak się okazało, po upojnej nocy zasnął w chlewie pośród świń.

Jednak w wiosce panowało zamieszanie. Okazało się, że padła jedna z krów, co samo w sobie nie było tak dziwne, jak paniczna reakcja miejscowych. Okazało się, że bydło w ogóle u nich nie chorowało, podobnie jak reszta żywego inwentarza i sami mieszkańcy wioski. Co gorsze, bohaterowie zauważyli małą dziewczynkę, która miała ślady ugryzień much, takie same jak bohaterowie. U bohaterów zaś ugryzienia mocno nabrzmiały i stały się twarde pod spodem. Przez myśl przemknęło im skojarzenie z dziurami w ciele martwego konia.

Drużyna, zaniepokojona obrotem wydarzeń i podejrzanym dotychczasowym spokojem i dobrobytem wioski, zaczęła się naradzać i szukać w wiosce innych informacji, które mogły by rozjaśnić sytuację. Podczas rozmowy z Karelią dowiedzieli się o pobliskim stawie Hirschteich, oraz o ofiarach składanych do stawu. Karelia wyznała też, że nie czuje się dobrze we wiosce i zapytała, czy mogła by opuścić wioskę z drużyną. Jej propozycja została przyjęta, a Karelia została poproszona o zebranie w tajemnicy zapasów żywności na dalszą drogę.

Następnie wszyscy udali się na rozmowę z Wikertem w jego gabinecie. Wikert przyciśnięty do muru pytaniami, jeszcze raz opowiedział historię założenia wioski. Opisał też sen który rzekomo zesłał Taal, ofiary ze zwierząt składane do stawu Hirschteich i szczerze odpowiadał na wszystkie pytania. Podzielił się też swoimi obawami związanymi z najnowszymi wydarzeniami we wiosce – chorobie krowy i padnięciu drugiej i pogryzieniu dziewczynki przez muchy. Kapłan zaczynał podejrzewać, że łaska Taala odwróciła się od wioski, a być może nawet nigdy nie była to łaska samego Taala, lecz jakiegoś podstępnego potężnego bytu, któremu Wikert dał się oszukać.

Rozmowa zakończyła się bardzo szybko. Według wcześniej ustalonego planu, bohaterowie znienacka rzucili się z bronią na starego kapłana. Ten, próbował ratować swoją skórę ucieczką przez okno, jednak i to nie pomogło. Zginął przeszyty mieczem Hany.

Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko – równie szybko jak upicie się do nieprzytomności przez Thornbjörna, który nie wytrzeźwiał od biesiady dnia poprzedniego, cały czas popijając miejscową wódkę. Hana i Schileb, wraz z ledwo stojącym na nogach Thornbjörnem udali się nad staw Hirschteich, ponieważ podejrzewali że klucz do rozwiązania całej sprawy znajduje się właśnie tam.

Thornbjörn zaległ w krzakach nieopodal tafli stawu, a Hana i Schileb zbliżyli się do śmierdzącej wody. Widok był okropny. Zielonkawo żółta woda, na której unosiły się resztki padliny, kawałki kości i inne niezidentyfikowane ochłapy, śmierdziała jak żywcem rozcięty żołądek padlinożernego zwierzęcia. Roślinność wokoło była sucha i powykręcana, a nad “wodą” brzęczały jedynie okazałe muchy. Na środku stawu wystawał czubek obelisku, identycznego jak te znalezione wcześniej w lesie.




Początkowo niepewni co zrobić dalej, bohaterowie najpierw zaczęli rzucać kamieniami w staw, bojąc się wejść do wody. Wszystko na próżno, nic nie przynosiło widocznych reakcji. W pewnej chwili Schileb przypadkowo wezwał imię Sigmara Młotodzierżcy klnąc pod nosem na nierozwiązywalną, jak się wydawało, sytuację. Staw zareagował gniewnie na święte imię. Woda zaczęła bulgotać. Schileb nie zwlekając rozpoczął gorliwą modlitwę, wzywając Sigmara na pomoc i przeklinając plugawy staw. Na zdecydowaną reakcję nie trzeba było długo czekać. Woda na środku stawu wzburzyła się gwałtownie, jak gdyby zaczęła się gotować. Z odmętów wynurzyła się ohydna, gnijąca sylwetka obrzmiałego humanoida, cała pokryta krostami, ropiejącymi ranami i setkami pełzających larw. Stwór natychmiast zaatakował z dystansu – magią lub swoimi wrodzonymi zdolnościami, opluwając Hanę i Schileba strumieniem lepkiej cuchnącej substancji. Bohaterowie również zaatakowali z dystansu. Używali łuku, rzucali wszystkim co mogło zranić potwora, a także dzbanami z oliwą, która podpaliła bluźnierczy byt.

Poobijani w końcu ubili bestię, która znów zanurzyła się na wieki w odmęty śmierdzącego stawu. Olbrzymie muchy które krążyły nad stawem i zbierały się w gęstą chmarę, jak rażone piorunem z pluskiem wpadły do wody.




Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, Hana i Schileb zabrali Pijanego Thornbjörna, udali się do wioski po Karelię i nic jej nie wyjaśniając, pośpiesznie i w tajemnicy odeszli razem z nią z wioski. Ruszyli dalej na zachód przez Wyjące Wzgórza.

View
Z Bergsburga
Historia Hany, Thornbjörna, Schileba i Karelii

Historia znajomości Hany i Thornbjörna zaczęła się nagle i gwałtownie. Thornbjörn – gladiator-niewolnik z dalekiej północy, przeprawiał się wraz ze swoim panem i resztą niewolników ze wschodniego brzegu rzeki Bergstrom do Bergsburga. Łodzią kierowała Hana wraz z ojcem. W skutek nieporozumienia na łodzi, jeszcze z dala od brzegu, doszło do zwady między właścicielem gladiatorów i ojcem Hany. Nieporozumienie szybko przerodziło się w krwawą jatkę. Ojciec Hany nie miał szans w walce. Kiedy i Hana znalazła się w opałach, niespodziewanie z ratunkiem ruszył oswobodzony  Thornbjörn, który zwrócił się przeciw swojemu oprawcy i reszcie zniewolonych, ślepo posłusznych rozkazom. Po chwili, Hana i Thornbjörn stali na łodzi pośród sterty trupów. Hana nie miała czasu opłakiwać ojca, ponieważ na nabrzeżu do którego się kierowali wybuchło zamieszanie, kiedy tylko grupa czekająca z powitaniem na pana niewolników dojrzała rzeź na łodzi. Było widać, że szykują się do pościgu. 
Hana instruując Thornbjörna jak pomagać przy łodzi szybko zawróciła łajbę i popłynęła z biegiem rzeki, byle dalej od przygotowującej się do pościgu łodzi ze zbrojnymi towarzyszami zamordowanego właściciela gladiatorów. 
Po kilku godzinach, na groźnych bystrzynach usianych głazami coś poszło nie tak i łódź rozbiła się na środku rzeki. Zbierając potrzebne zapasy i przygotowując się do opuszczenia tonącej łodzi, Hana ostatni raz pożegnała się z ojcem. W ostatniej chwili odchodząc od ciała znalazła list o dziwnej treści, adresowany do jej ojca.
Dalsza podróż wodą nie była możliwa i Hana z Thornbjörnem uciekali pieszo, lewym brzegiem rzeki. Wkrótce dotarli do Bergsäuberung, niedużej lecz bogatej osady drwali i szkutników. Pospieszyli do doków, gdzie chcieli kupić następną łódź. Hana spotkała znajomego swojego ojca, szkutnika. Bohaterowie rozważali zakup łodzi, jednak te były zbyt drogie na ich kieszeń. Zniecierpliwiony Thornbjörn postanowił rozwiązać problem po swojemu – ukradł łódź. Jednak kradzież w środku dnia na ruchliwej keji nie poszła gładko ani cicho, nie obyło się bez trupów. Thornbjörn został ranny, miejscowi zaciekle bronili swojej własności. Podpalenie keji przez Hanę zakończyło konflikt i pozwoliło bohaterom odpłynąć dalej w dół rzeki. 
Po jakimś czasie, kiedy pościg wydawał się być nadal daleko, drużyna zaczęła rozpatrywać możliwe warianty dalszej podróży. Hana, w związku z tajemniczym listem który znalazła przy ciele ojca, bardzo chciała dotrzeć do Delberz. Taki kierunek podróży odpowiadał także Thornbjörnowi – niedługo powinien zacząć się tam doroczny turniej gladiatorów, który wcześniej i tak był mimowolnym celem podróży Thornbjörna zanim nie uwolnił się z niewoli swego pana. Thornbjörn miał tam zostać wystawiony do walki wraz ze swoimi towarzyszami niewoli i walczyć ku chwale swego pana. Jako wolny człowiek mógł na turnieju zarobić o wiele więcej niż gdyby walczył tam jako niewolnik.
Żadna droga nie wydawała się bezpieczna – wszędzie groził im albo dalszy pościg, albo niebezpieczeństwa samej drogi. Podjęli więc decyzję, że udadzą się do Delberz najkrótszą drogą – na przełaj przez Wyjące Wzgórza.
Pod koniec dnia Hana i Thornbjörn zatopili łódź w głębokim nurcie rzeki i podążyli w las po zachodniej stronie rzeki.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.