Middenland w płomieniach

Zielonoskórzy

Jak Hana i Karelia opuściły Wyjące Wzgórza

29 Vorgheim 2512, Aubentag

Hana i Karelia przez cały wieczór i część nocy uważnie obserwowały obóz i jego okolice, podsłuchiwały gobliny w obozie jak i zwiadowców obserwujących obóz. Z rozmów zwiadowców wynikało, że herszt obserwowanego obozu plemienia Czerwonych Kłów o imieniu Flak, jest ciężko chory. Jego choroba stała się pretekstem i okazją do przeprowadzenia w najbliższym czasie szturmu na obóz przez wrogie plemię Czaszkołupów, z którego pochodzili zwiadowcy. Co więcej, atak nie miał na celu, jak to miały w zwyczaju gobliny radosnej rzezi, a pozbycie się herszta i szamana, oraz przejęcie populacji osady i wcielenie jej do armii najeźdźców. Szybko wyjaśnił się powód nietypowych planów. Krostochrup, herszt najeźdźców, planował powiększyć swoją armię nie tylko po to by zdobyć panowanie nad wszystkimi goblinami w Wyjących Wzgórzach, ale też po to by zaatakować ludzkie wioski z samym Delberz na czele. Atak na Delberz według słów goblińskich zwiadowców miał nastąpić już za kilka dni w nadchodzącą Geheimnisnacht.

Dalsze podsłuchiwanie potwierdziło też, że w osadzie jest gdzieś ukryty doktor Doktor Hartmann Strohmann. Lekarz został prawdopodobnie porwany przez plemiennego szamana – Detrytusa – w celu uleczenia chorego wodza plemienia – Flaka. Dało się odczuć, że ani szaman ani ludzki lekarz nie cieszą się poważaniem szeregowych goblinów.

Poza tak istotnymi informacjami, Hana i Karelia zaobserwowały również osobliwą fizjonomię, jak się wydawało wyłącznie męskich goblinów, oraz sposób ich rozmnażania, a raczej narodzin.

Kiedy, jak były przekonane bohaterki, zostały zauważone przez jednego ze snotlingów patrolujących okolice obozu, postanowiły się wycofać. Nie wierząc z swoje możliwości wpłynięcia na sytuację – powstrzymania ataku i stworzenia wielkiej armii goblinów lub uniemożliwienia późniejszego najazdu na Delberz, zdecydowały udać się w dalszą drogę – prosto do Delberz.

Bohaterki w ciemnościach ruszyły z powrotem do łodzi ukrytej przy brzegu rzeki, jednak po dotarciu Hana oceniła że noc jest zbyt ciemna a światła księżyca było zbyt mało, żeby próbować nawigować po rzece w ciemności. Wróciły na skraj lasu, gdzie znalazły schronienie w dużym leżącym pniu, pustym w środku. Zastawiły gałęziami wejście i poszły zmęczone spać, bez wystawiania warty.

Brak czuwania w nocy nie opłacił się – obie zostały nagle zbudzone przez coś co z zewnątrz próbowało rozgarnąć gałęzie i dostać się do środka. Hana w panice rozbiła kawał suchego pnia nad głowami tak aby wyskoczyć na zewnątrz. Kiedy stanęła na pniu zobaczyła goblińskiego jeźdźce wilków. Szybko pomogła wyjść Karelii na zewnątrz. Walka potoczyła się szybko, jednak ranna i osłabiona porodem Karelia nie wytrzymała długo – jeden atak wilka wystarczył aby padła nieprzytomna. Na szczęście Eckzahn jej nowo narodzony syn został w środku a zajęty walką wilk zapomniał o nim. Jednak czary Karelii pomogły przegonić napastników, a strzały Hany dokończyły dzieła zniszczenia.

Kiedy Karelia doszła do siebie i odzyskała przytomność, głodne dziewczyny postanowiły oskórować wilka i upiec część najbardziej odżywczych części jego ciała. Kiedy skóra leżała już obok a bohaterki brały się za pieczenie wątroby nad rozpalonym ogniskiem, zorientowały się, że od zachodu słychać zbliżający się patrol – prawdopodobnie również wilczych jeźdźców – ściągnięty zapachem świeżej krwi i mięsa.

W panicznej ucieczce rzuciły się w stronę łodzi. Powiało grozą, gdy zorientowały się że las od całej północnej strony zanosi się dźwiękiem nadchodzącej goblińskiej armii. Były otoczone. Na południowym brzegu rzeki szukał ich patrol zwiadowców goblińskich jeźdźców wilków, zaś z północy nadciągała cała armia zielonoskórych która z pewnością będzie przekraczała rzekę w drodze do osady Czerwonych Kłów.

Mimo ciemności, Hana zaryzykowała przepłynięcie kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów do miejsca gdzie mogły by się ukryć. Idealnie nadawał się do tego stary i szeroki pień drzewa, który upadł z brzegu w koryto rzeki, korzeniami wciąż trzymając się brzegu. Hana i Karelia przewróciły łódź do góry dnem kilka metrów w dół rzeki za pniem, a same schowały się w wodzie po szyję tuż pod korzeniami powalonego drzewa. Wydawało się że minęła wieczność zanim armia dotarła do linii wody i zaczęła chaotycznie wpław, po mieliznach, konarze przekraczać rzekę. W zgiełku i chaosie nikt nie dostrzegł trzech ukrytych i wystraszonych twarzy pod korzeniami drzewa. Armia zielonoskórych nie zwracała uwagi na tych, którzy topili się sami w rzece, lub których zaatakował troll rzeczy w górze rzeki licząc na łatwą przekąskę – parła dalej naprzód. Po godzinie wszyscy maruderzy opuścili północny brzeg rzeki.

Wystraszone i zmęczone dziewczyny wraz z niemowlęciem wyszły z wody, i ruszyły nocą pieszo w stronę Delberz.

Comments

Marchewa Marchewa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.