Middenland w płomieniach

Zajazd "Pod Starą Wierzbą"

O znalezieniu "K."

33 Vorgheim 2512

Bohaterowie w ogarniającym już wszystko mroku, zbliżali się pospiesznym krokiem do traktu. Morrslieb w pełni świecił bladozielonym światłem. Kiedy byli od niego około 50 metrów i już widzieli bruk srebrzący się w świetle księżyca, niespodziewanie usłyszeli dźwięk okutych kół szybko toczących się po kamiennym trakcie. Dźwięk rozdzierał ciszę nocy. Z pewnością był to powóz, jednak Hana zorientowała się, że nie towarzyszy mu dźwięk podków dzwoniących o bruk.


Przejazd pędzącego czarnego powozu ciągniętego przez cztery kare konie, wywołał panikę wśród koni bohaterów przywiązanych przy trakcie. Wystraszyły się tak bardzo, że złamały gałąź do której były przywiązane i popędziły w las. Thornbjorn, który jako jedyny cały czas prowadził przy sobie swojego konia, pogalopował w las żeby dogonić spłoszone konie.

W tym czasie Karelii zakręciło się w głowie, kiedy spojrzała w niebo, dostrzegła niezwykłe rzeczy, których nie potrafiła opisać słowami. Omdlała na chwilę, a potem opowiadała o tym, że widziała czarny wiatr, a w nim kolory, niczym babie lato lśniące w słońcu.

Po powrocie Thornbjörna okazało się niestety, że jeden z koni zranił się w nogę podczas panicznej ucieczki. Drużyna nie miała innego wyjścia i dalej ruszyła pieszo. Po kilku chwilach przez las przetoczyło się potężne, basowe ryknięcie, dudniące echem w całym lesie. Dźwięk wywołał panikę goblinów, w ciągu kilku chwil bohaterowie zorientowali się, że wszystkie gobliny z wcześniej obserwowanego obozu rzuciły się do panicznej ucieczki, o czym jasno dawały znać ich przestraszone pokrzykiwania.

Przyspieszonym krokiem drużyna oddalała się w stronę Sotturm, które niestety było oddalone o około dwie godziny drogi konno. Czas na pieszo należało przynajmniej podwoić.

Na szczęście niecałą godzinę później, zza załomu traktu powoli wyłonił się kształt zajazdu. Jednak jego stan pozostawiał wiele do życzenia. Zajazd ewidentnie był od dawna opuszczony. Część dachu była strawiona przez pożar, okiennice krzywo wisiały na zardzewiałych zawiasach, ściany były porośnięte bluszczem i mchem, zaś całość wydawała się pochłaniać rosnąca wszędzie krzaki i wysoka trawa. Mimo to brama na dziedziniec była zamknięta, przez szczeliny w ścianach i okiennicach sączyło się ciepłe światło ognia a z środka dało się usłyszeć ciche i spokojne głosy rozmów zmęczonych podróżnych.

Z nadzieją na schronienie i odpoczynek drużyna zbliżyła się do zajazdu. Hana przekradła się przez ogrodzenie i zakradła do jednego z budynków z których dobiegały dźwięki rozmów. Przez szczelinę okienną dostrzegła grupkę podróżnych, którzy skuleni w głównej sali zajazdu ogrzewali się przy rozpalonym kominku i rozmawiali.

Drużyna szybko zdecydowała się dołączyć do podróżnych w zajeździe, którzy powitali ich z ulgą, jakby spodziewali się kogoś zdecydowanie gorszego.

Po szybkim przedstawieniu się, drużyna pogrążyła się w rozmowach z nowymi znajomymi. W sali znajdowali się podróżni, którym udało się uciec z ataku goblinów na dyliżans – ten sam na który bohaterowie natknęli się wcześniej na trakcie. Byli to Hegnar Karrag – krasnoludzki woźnica, którego kompan poległ podczas obrony dyliżansu, Bianka von Wittgen – rudowłosa szlachcianka o delikatnej urodzie, uczęszczająca do Kolegium Magii w Altdorfie, Otto Adler zwany też Julianem – młody, nieśmiały i małomówny szlachcic, oraz Katherina Jaeger – dojrzała i dystyngowana szlachcianka o delikatnym głosie i nienagannych manierach. Poza nimi, w zajeździe byli jeszcze podróżny którzy dotarli tu sami: Robb Frohlich – tajemniczy mężczyzna, uważnie obserwujący wszystko dookoła, oraz Valdred Haigermann – posiwiały i sędziwy staruszek, Cechmistrz Gildii Skrybów przy Uniwersytecie Altdorfskim.

Pogawędki przy kominku trwały kilka godzin. Katherina Jaeger okazała się poszukiwaną przez Hanę, tajemniczą “K.”, która wysłała list do jej ojca. Szlachcianka pokrótce opowiedziała o czasach młodości, o jej znajomości i przyjaźni z Hansem i Arnestem – ojcem i stryjkiem Hany, tajemniczo wspominała o ich przygodach z młodości. Przyznała że nie ma nic przeciwko wypłaceniu Hanie spadku po stryjku, o ile tylko udadzą się razem do krasnoludzkiego banku w Middenheim, gdzie zdeponowany został spadek. W trakcie rozmów wyszło też na jaw, że Katherina, Hans i Arnest znali Wikerta, kapłana Taala, który porzucił ich towarzystwo i postanowił wieść pustelnicze życie.

Karelia nawiązała nić porozumienia z Bianką, uczennicą Kolegium Magii w Altdorfie. Bianka, pełna zrozumienia i troski po tym jak zaobserwowała ukryty talent Karelii, doradzała jej jak najszybsze udanie się do Kolegium, bądź pierwszego napotkanego czarodzieja i poproszenie o przyjęcie na nauki, gdyż nielicencjonowani użytkownicy magii ryzykowali niechybnym spaleniem na stosie.

W luźniejszej atmosferze wszyscy zaczęli się kręcić po zajeździe, Thornbjörn i krasnolud Hegnar postanowili zadbać o obronę zajazdu i zabić deskami wszystkie dziury i okna. Hana i Katherina wychodziły na dziedziniec porozmawiać na osobności, Valdred sprowadził wszystkie konie ze stajni aby stały bezpiecznie w dużej głównej sali zajazdu, a cała reszta korzystała często z możliwości odetchnięcia na świeżym powietrzu, jako że noc wydawała się spokojna, mimo pełni Morrslieba.

Sielankę przerwało niezwykłe wydarzenie. Uzbrojony Otto Adler wpadł w szale z dziedzińca wprost do sali. Jego wcześniej czarne włosy były siwe a oczy pełne szaleństwa. W furii rzucił się na zgromadzonych. Na szczęście przytomni bohaterowie szybko go rozbroili i pozbawili przytomności, a związanego umieścili na jednym ze stołów.

Atmosfera zgęstniała. Jakiś czas później nastąpił kolejny atak szału – tym razem groźniejszy w skutkach. Hegnar i Robb Frohlich sprawdzali stan ogrodzenia na zewnątrz kiedy bohaterowie w środku znów usłyszeli szaleńczy wrzask. Kiedy wybiegli na zewnątrz zobaczyli krasnoluda który w furii rozrywał klatkę piersiową martwego już Robba. Krasnolud był poważniejszym przeciwnikiem niż wątły Otto zwany Julianem. Cała drużyna musiała połączyć siły, aby w końcu zadać cios powalający krasnoluda na ziemię. Ciężko rannego związali i położyli na stole obok Otta.

Thornbjörn mocno podejrzliwy i zaniepokojony rozwojem wydarzeń pocieszył wystraszoną Biankę po czym udał się na obchód całego terenu zajazdu. W budynku z kuchnią znalazł bardzo niepokojące ślady – świeżo zamaskowany krąg magiczny narysowany kredą na klepisku i czarne świece wrzucone do kominka. Ich wosk był jeszcze plastyczny, na pewno nie leżały tutaj dłużej niż kilka godzin.


Niestety nie zdążył podzielić się swoim znaleziskiem z resztą drużyny, gdyż zza ogrodzenia dało się usłyszeć ponure jęki i drapanie w palisadę. Wszyscy żywi wybiegli na dziedziniec i rzucili się do obrony zajazdu przed grupą zombie które już wspinały się na szczyt palisady. Kiedy Thornbjörn również rzucił się do obrony, został zaatakowany od tyłu przez coś czego nikt się nie spodziewał. Zimne półprzezroczyste dłonie zacisnęły się na jego szyi. Duch sprawiał że Thornbjörn powoli zaczynał odchodzić od zmysłów, choć nie poddawał się i próbował walczyć. Hana i Karelia skupiły się na obronie głównej bramy przed zombie. Nieumarli byli niezwykle nieporadni i powolni, ich ataki chaotyczne i nieskoordynowane, w zamroczeniu wydawali się ledwo ogarniać sytuację i to kto przed chwilą ich uderzył. Mimo to, walka była trudna. Po długiej walce, ciężko poranieni, zmęczeni i zestresowani bohaterowie zostali sami na placu boju. Zombie leżały martwe, a duch zniknął tak nagle jak się pojawił. Po chwili, wszyscy zdali sobie sprawę że ktoś otworzył tylne wejście na dziedziniec, to które prowadziło wprost do lasu. Hana i Karelia stały przy głównej bramie, Thornbjörn na środku dziedzińca. Katherina z kuszą kryła się za rogiem budynku, Bianka leżała omdlona pod jedną ze ścian, a Valdred stał w drzwiach do głównej sali zajazdu.

Nastała chwila ciszy.

Comments

Marchewa Marchewa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.