Middenland w płomieniach

Wyjące Wzgórza

O rozdzieleniu drużyny

Po kilku godzinach podróży od wioski Schileb odłączył się od grupy i udał na zwiad, jako że samotnie był o wiele szybszy niż reszta grupy z pijanym jeszcze Thornbjörnem i ciężarną Karelią. W razie napotkania niebezpieczeństw miał zawrócić do reszty grupy, lub spotkać się z nimi już w samym Delberz.

Thornbjörn doszedł już do siebie, kiedy Karelia widząc jak bardzo ranna jest Hana, podczas krótkiego postoju powiedziała, że zajmie się jej ranami. Niczego nie podejrzewając Hana zgodziła się i usiadła spokojnie. Ku zaskoczeniu wszystkich, dłoń Karelii zaczęła świecić delikatnym niebieskim światłem i przyłożona do ran, zaczęła je zasklepiać. Kilka siniaków zniknęło ze skóry Hany. Jednak zaskoczony i nie do końca trzeźwy Thornbjörn w szoku zareagował na magię tak, jak zwykli robić to podejrzliwi ludzie z północy – rąbnął Karelię toporem w plecy. Ta upadła. Na ułamek sekundy wszyscy zatrzymali się w połowie ruchu, niepewni co dalej. Ciszę przerwała Hana, próbując opanować sytuację i powstrzymać szał Thornbjörna. Rozpoczęła się długa i gorąca dyskusja – sąd nad Karelią. Hana, broniąc Karelii tłumaczyła Thornbjörnowi, że prawdopodobnie magia Karelii nie jest szkodliwa, a ona sama nie ma złych zamiarów. Trudno było przekonać Thornbjörna, który wychowany został w olbrzymiej nieufności do wszelkich przejawów magii, tak blisko powiązanych z chaosem, który strasznie doświadczał rodzinne strony gladiatora. Sytuacja przez długi czas była bardzo napięta, los drużyny wisiał na włosku, jednak w końcu udało się przekonać Thornbjörna do niewinności i pokojowych zamiarów Karelii. Drużyna ruszyła w dalszą drogę.




Po kilku dniach bohaterowie przedarli się przez wyższą część Wyjących Wzgórz i dotarli do łagodnych pagórków i równin zachodniej części wzgórz. Znaleźli rzekę, którą podróżowali dalej, aż znaleźli starą zarośniętą łódź ukrytą w trzcinie na brzegu cały czas rosnącej wszerz rzeki. Niestety, trafili też na niepokojące znaki – prymitywną włócznię i nabitą na nią czaszkę, wbitą pośrodku naturalnej ścieżki tuż obok rzeki.

Kiedy oczyszczali łódź i przygotowali się do odpłynięcia, usłyszeli z góry rzeki dźwięk wioseł. Bohaterowie ukryli się w zaroślach. Ich oczom ukazała się tratwa pełna goblinów z człowiekiem w prymitywnej drewnianej klatce. Thornbjörn został zauważony i natychmiast wściekle zaatakowany przez gobliny. Posypał się grad strzał i oszczepów. Bohaterowie natychmiast kontratakowali. Kiedy więzień z klatki zauważył drużynę, zaczął krzyczeć i błagać o pomoc. Zanim został ogłuszony przez gobliny zdążył wykrzyczeć że jest bogatym lekarzem z Delberz i obiecał hojną nagrodę za ocalenia go z rąk goblinów. Niestety, bystry nurt szybko zniósł dalej tratwę z goblinami, które chcąc uniknąć bliższego spotkania z bohaterami zaczęli zaciekle wiosłować i odpychać tratwę drągami.

Drużyna ruszyła w pościg. Mimo wysiłków Hany i Thornbjörna przy wiosłach, gobliny oddalały się.

Po dłuższym czasie warkocz rzeki zaczął być coraz gęściej usłany wyspami i mieliznami, a lasy dookoła ustąpiły rozległym łąkom. Na otwartym terenie, łódź bohaterów płynęła blisko prawego brzegu rzeki, kiedy na brzegu w wysokiej trawie ukazały się gobliny. Natychmiast zaatakowały, ostrzeliwując zaskoczoną drużynę.
Thornbjörn wyskoczył z łodzi i nurkując skierował się w stronę brzegu, Hana wyskoczyła na przeciwległą stronę łodzi, kryjąc się przed strzałami za burtą łodzi. Niestety zanim Karelia zdążyła zareagować, trafiło ją kilka strzał i osunęła się nieprzytomna na dno łodzi. Hana szybko ściągnęła łódź w zarośla pobliskiej rzeki, zaś Thornbjörn wyskoczył w szale na brzeg i wściekle zaatakował gobliny. Kilka ciosów wystarczyło by padły dwa z nich, jednak za jego plecami pojawił się kolejny – wyglądający na szamana, i zaatakował magią. Chmura zielonej mgły otoczyła Thornbjörna, który zaczął się dusić, a po chwili z oczu szamana pomknął ku Thornbjörnowi strumień zielonej energii. Jednak i to nie powstrzymało Thornbjörna – zraniony, w szale, posłał dwoma ciosami szamana goblinów do krainy wiecznych łowów. Na ten widok, pozostałe gobliny postanowiły czym prędzej oddalić się od tak groźnego przeciwnika jak Thornbjörn.




Kiedy sytuacja wydawała się opanowana, drużyna kolejny raz została niemile zaskoczona. Kilkanaście metrów w górę rzeki z wody wynurzył się olbrzymi przeciwnik. Troll rzeczny, który wyglądał na głodnego, szybko zbliżał się do łodzi. Przytomna Hana, czym prędzej odepchnęła łódź od brzegu wyspy i niemal ponadludzkim wysiłkiem, wiosłowała tak szybko, jak gdyby robiło to kilku rosłych mężczyzn. W tym czasie Thornbjörn zaczął zbierać z trucheł goblinów rzeczy, które mógłby użyć jako broń podpalającą – jako człowiek północy, wiedział bowiem doskonale, że trolla pokonać można najszybciej przy pomocy ognia. Niestety zanim zdążył zebrać odpowiednie materiały, łódź i goniący ją troll oddalili się za wyspy i meandry rzeki.

Hana oddaliwszy się na w miarę bezpieczną odległość, na krótką chwilę zostawiła wiosła i próbowała ocucić Karelię. Udało się, choć kosztowało to utratę bezpiecznego dystansu od trolla. Ten zbliżył się, i wyciągniętym z rzeki pniem próbował uderzyć i zatopić łódź. Na szczęście Hana znów zaczęła energicznie wiosłować i atak trolla chybił. Pościg rozgorzał na nowo. Długo trwało i pochłonęło mnóstwo wysiłku Hany i osłabionej Karelii zgubienie wściekłego i głodnego trolla. Kiedy dziewczyny były już pewne, że są bezpieczne, przybiły do brzegu i zaczekały na podążającego brzegiem rzeki pieszo Thornbjörna. Wszyscy zatrzymali się na krótki postój.


Comments

Marchewa Marchewa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.