Middenland w płomieniach

Spadki i wpadki

5 Nachgeheim, 2512

W zajeździe, Thornbjörn pierwsze swoje kroki skierował do szynku, po czym rozpoczął piękną od dawna wyczekiwaną libację – aby północnym obyczajem uczcić zwycięskie walki z ostatnich dni. Dziewczyny zaś kręciły się po zajeździe, przy stajniach, rozglądając po okolicy i naradzając co dalej uczynić. Zmartwione i naradzające się przed zajazdem przy trakcie zastał je Schileb, który dogonił resztę drużyny, jadąc jej śladem z Delberz, do którego wrócił się by załatwić zaległą pilną sprawę.


Po szybkim zdaniu relacji z ostatnich wydarzeń, Karelia, Hana i Schileb zaczęli zastanawiać się co dalej uczynić. Dziewczyny dodatkowo wspomniały o tym, że całą drogę wydawało im się że były przez kogoś śledzone – i nie był to Schileb. Sytuacja wyglądała niewesoło – drużyna była ścigana listem gończym, Hana musiała dostać się do Middenheim, a wszystkie wejścia do miasta były strzeżone.

Majestatyczne miasto, stolica prowincji majaczyło w oddali na płaskim szczycie góry. Wjazd do miasta wiódł po kilometrowej kamiennej rampie, zatłoczonej przez lokalnych chłopów, handlarzy, przyjezdnych i innych obywateli. Wjazdu na rampę strzegł mały posterunek strażniczy, zaś na jej końcu ogromnej obronnej bramy strzegło kilkunastu strażników.




Po pierwsze drużyna postanowiła zmienić swój wygląd – Schileb ogolił się na łyso, Hana przebrała w łachmany, a Karelia przy pomocy zebranych ziół i owoców ufarbowała włosy. Następnie, nie chcąc kręcić się wśród ludzi, wszyscy oprócz Thornbjörna który dalej w barze świętował swoje zwycięstwa, udali się do lasu. Tam postanowili rozpalić małe ognisko i zjeść coś podczas dalszych narad nad planami. Karelia znów pokazała swoje magiczne zdolności wysysając siły życiowe z wiewiórki, przy okazji lekko ją opiekając – niestety nikt nie miał potem ochoty jej jeść.

Spokojne rozmowy i posiłek przerwało gwizdnięcie z głębi lasu. Ok 50 metrów dalej, wśród chaszczy stał mężczyzna, wskazując na list przywieszony na drzewie. Kiedy tylko został dostrzeżony, oddalił się. List na drzewie był adresowany do drużyny, jego treść spowodowała konsternację.

“To moje miasto. Zadałyście się z niewłaściwym człowiekiem – od teraz WSZYSCY pracujecie dla mnie, czy tego chcecie czy nie.”
- H.S.


Schileb szybko przyznał że H.S. to najprawdopodobniej Hieronymus Schuster, gruba ryba półświatka przestępczego w Middenlandzie (w przenośni i dosłownie), który gdy czegoś chce, sięga po to i nie zważa na konsekwencje. Jest człowiekiem, któremu mało kto może wejść w drogę i pozostać żywym.

Kilka chwil później, tajemniczy mężczyzna z lasu znów się pojawił i tonem nieznoszącym sprzeciwu zaprosił drużynę na rozmowę do zajazdu.

Do spotkania doszło rychle. Mężczyzna czekał przy barze. W trakcie rozmowy nie wdawał się w szczegóły, przedstawił drużynie propozycję nie do odrzucenia, grożąc nieokreślonymi złymi konsekwencjami, a niestety jego rozległa wiedza o bohaterach, spadku i Katerinie, pozwalała przypuszczać że nie są to czcze słowa. Drużyna miała przemycić do miasta dwie beczki, nie zaglądając do ich wnętrza. Za wykonanie zadania była nawet przewidziana zapłata. Bohaterowie przekonani, że nie mają innego wyjścia, zgodzili się. Niedługo potem zleceniodawca dostarczył dwie niewielkie beczułki, podał adres dostawy i zniknął.




Czym prędzej bohaterowie zaczęli szykować plan. Otwarty wjazd przez jedną z głównych bram wydał im się najlepszym pomysłem. Żeby uniknąć drobiazgowej kontroli postanowili wynająć miejsce w jednym z wielu dyliżansów wjeżdżających do miasta, które na noc zatrzymały się w tym samym zajeździe co bohaterowie.

Schileb przyjął na siebie zadanie zorganizowania miejsc w dyliżansie. W tym celu podszedł do stolika w barze zajazdu zajmowanego przez woźniców i wyciągając pieniądze wprost zapytał czy ktoś nie zabrał by dodatkowych pasażerów. Mimo podejrzeń ze strony woźniców Schilebowi udało się załatwić miejsca. Na wszelki wypadek obserwował i podsłuchiwał jeszcze ich stolik przez resztę wieczoru. Jeden z woźniców faktycznie coś podejrzewał i chyba nawet kojarzył twarze z listem gończym, nie był jednak na tyle pewien żeby przekonać resztę.

Rano Karelia, Hana i Schileb ruszyli w drogę dyliżansem, wcześniej spakowawszy dwie beczułki do kufra na bagaże w dyliżansie. W nerwowym oczekiwaniu minęli pierwszy posterunek strażniczy u podnóża rampy i ruszyli powoli dalej. Otuchy nie dodał im list gończy wisząc tuż za plecami strażników pilnujących wjazdu. Na szczęście duży ruch zniechęcał strażników to sprawdzania każdego wjeżdżającego wozu. Niestety, przy głównej bramie nie mieli już tyle szczęścia.

Przy potężnej bramie zbudowanej między dwoma wieżami stało kilkunastu strażników, którzy pobierali opłaty wjazdowe i wyrywkowo sprawdzali wjeżdżające i wyjeżdżające wozy i pieszych. Dyliżans zatrzymał się w bramie do kontroli. Strażnicy po pobraniu opłat zaczęli wypytywać wszystkich o pochodzenie i cel podróży. W trakcie rozmowy z bohaterami zaczynali nabierać coraz więcej podejrzeń i porównywać ich myślach z ludźmi poszukiwanymi listem gończym. Choć Schileb nie wyglądał na włóczęgę, jak został opisany w liście gończym, został wzięty na spytki pierwszy. Jednak strażnik upewniwszy się że Schileb nie mówi z północnym akcentem (jak jeden z poszukiwanych) – odpuścił. Następnie zapytał dziewczyny o pochodzenie i cel podróży. Wymyśliwszy niewinny cel podróży, niemal uspokoiły strażników, gdyby nie to, że Hanie wyrwało się, że pochodzi z Bergsburga – zupełnie jak kobieta poszukiwana listem gończy.

Przez jedno nieopatrzne słowo, sytuacja natychmiast stała się napięta. Strażnicy zaczęli przeszukiwać bagaże i bardzo uważnie przyglądać się podróżnym. Przeczuwając nadchodzące nieszczęście Schileb wymknął się z dyliżansu, zaś Karelia zaczęła kombinować jak przy użyciu magii spowodować trochę zamieszania. Zaczęła czarować, za trzecią próbą udało jej się spłoszyć konia przy wozie który stał w kolejce do bramy następny za dyliżansem. Gdy koń pociągnął wóz pełen worków z mąką, Karelia czarem rozdmuchała mąkę i ją podpaliła powodując małą eksplozję i wzbudzając ogólną panikę. Strażnicy natychmiast kazali wysiąść wszystkim z dyliżansu i podejrzewając jakiś podstęp zaczęli przepytywać Hanę i Karelię. Schileb zakradł się do miejsc woźniców, wskoczył na nie, po czym dźgnął konia zaprzężonego do dyliżansu sztyletem. Zraniony koń zaczął się szarpać i po chwili wszystkie cztery konie zaprzężone do dyliżansu, z Schilebem na pokładzie pogalopowały do miasta.

W ogólnej panice, strażnicy skupili się na przesłuchiwaniu Hany i Karelii, zostawiając pogoń za dyliżansem patrolom konnym, które nieprzygotowane na pościg dopiero zaczęły się zbierać do gonitwy. Schileb wykorzystał zaskoczenie strażników i popędził dyliżans główną ulicą Middenheim. Po kilkuset metrach gnania szeroką ulicą przez rozstępujący się tłum, Schileb przeskoczył na tył dyliżansu, zabrał pod pachy dwie beczki i zeskoczył prosto na bruk w pełnym galopie. Upadł dosyć niefortunnie, uderzając potylicą o twardy kamień, przed oczami zrobiło mu się ciemno, nieomal stracił przytomność. Jednak uparcie wstał na nogi i pobiegł w najbliższą boczną uliczkę przebijając się przez zdziwioną ciżbę.




W tym czasie Hana i Karelia były coraz bliżej aresztowania i trafienia na stos – jako poszukiwani zbrodniarze z listu gończego. Ich mętne tłumaczenia zupełnie nie przekonywały kapitana straży, który wyszedł z baszty aby ogarnąć chaos jaki zapanował w bramie. Widząc jak niewiele brakuje to najgorszego, dziewczyny po kilku chwilach rozmowy zaczęły wyczuwać kapitana i w końcu używać przekonujących go argumentów – że nie znały złoczyńcy który uciekł dyliżansem, że są przerażone nagłym wybuchem mąki i tym, że ktoś taki biega teraz wolno w mieście. W końcu przekonały go, że głównym sprawcą zamieszania i zapewne człowiekiem którego powinien szukać, a może nawet złoczyńcą z listu gończego jest łysy nieznajomy, który zbiegł kradnąc dyliżans. Kapitan pozwolił im odejść, przydzielając jednak strażnika aby pilnował je, w razie gdyby zaszła konieczność dalszych przesłuchań.

Schileb dostarczył dwie beczułki do kamienicy w Altquartier – jednej z podejrzanych dzielnic Middenheim. Rzeczywiście otrzymał za dostawę skromne wynagrodzenie. Zastanawiając się co zrobić dalej, wydedukował, że jedynym miejscem w którym może spotkać się z zagubionymi dziewczynami jest właśnie okolica tejże kamienicy, ponieważ to jedyne miejsce którego adres znają dziewczyny i on.

Hana i Karelia w tym czasie udały się do posiadłości Katheriny Jaeger. Ta przywitała ich ciepło i czym prędzej wszyscy udali się do krasnoludzkiego banku by zrealizować ostatnią wolę Arnesta Kelhammera.

Hana otrzymała część spadku oraz klucze i akt własności do posiadłości w Srebrnych Wzgórzach. O czym wcześniej nie wiedziała, spadek będzie wypłacany w transzach o wysokości 50 złotych koron na rok, pod warunkiem, że odpowiednio zajmie się posiadłością w górach. Przedstawiciel banku będzie cyklicznie wizytował posiadłość i transze będą wypłacane jedynie pod warunkiem dobrej opieki nad posiadłością. Krasnoludzcy bankowcy zasugerowali Hanie, żeby najęła kogoś do pomocy do remontu i utrzymania posiadłości.

Po odebraniu spadku Karelia i Hana pożegnały się z Katheriną i udały na zwiedzanie miasta. Najpierw zakwaterowały się w karczmie, gdzie zostawiły pilnującego ich strażnika, potem zwiedzały najciekawsze atrakcje Middenheim. Karelia zaszła nawet do imponującej, największej w Imperium świątyni Ulryka, gdzie poprosiła kapłana o błogosławieństwo dla swojego syna Eckzahna. Po zakupach w końcu zaczęły zastanawiać się gdzie może być Schileb. Kiedy udały się pod adres gdzie miały zostać dostarczone beczki rzeczywiście zastały tam Schileba.

Nie tracąc więcej czasu, wszyscy osobno, różnymi bramami opuścili Middenheim i udali się do zajazdu w którym zostawili pijanego Thornbjörna.

Comments

Marchewa Marchewa

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.